• Wpisów:35
  • Średnio co: 29 dni
  • Ostatni wpis:2 lata temu, 11:44
  • Licznik odwiedzin:3 601 / 1072 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Jestem debilką xD
Szłam
Szłam
Szłam
Szłam
I patrzę - lód
To chciałam sobie pojeździć jak na lodowisku.
Mam gips na prawej nodze i coś z żebrami - siedzę sobie w sali szpitalnej nr 26 xD
Przepraszam za to, że nie dodaję, ale chyba rozumiecie, że mam mały problem xD
~I Always Remember You
  • awatar Historie Leonetty: Zdrowiej szybko kochana! Buziaczki! Nie ty jedna jesteś tak niezdarna :)
  • awatar Gość: Cooooooo?! Jak to noga w gipsie?! Ocho, zaskoczyłaś mnie XD Biedactwo, zdrów szybkooo <3 /Gabi
  • awatar Gość: Ojj, Biedactwo... ;))*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Jestem Violetta Castillo. Mam Siedemnaście lat i pochodzę z Buenos Aires - moje najukochańsze, rodzinne miasto. Mam wspaniałe przyjaciółki, którymi są Francesca,Camila i Ludmiła. Mój tata, cóż.. Wydaje mi się, że on się nigdy nie zmieni. Ciągle tylko coś przede mną ukrywa, a ja.. Muszę się z tym pogodzić, a zwłaszcza,że dziewczyny przewróciły moje życie do góry nogami. Moje marzenia już dawno się spełniły, no może oprócz jednego.
Od zawsze chciałam..
Będę chciała...
I chcę....
Być już na zawsze szczęśliwa, a w tym momencie nie jest mi to dane. Nawet teraz gdy siedzę tu.. Na najwyższym wieżowcu wpatrzona w panoramę miasta i z dłońmi mojego chłopaka na talii. Wzdycham głośno i obracam się ku niemu.
-Gotowy na przygodę swojego życia?-pytam i składam na jego ustach najczulszy pocałunek.
-Z tobą? Jak nigdy dotąd-uśmiecha się co przyprawia mnie o zawrót głowy. Nawet nie wie jak bardzo mi go żal. Żal mi za to, że to właśnie ja będę musiała go skrzywdzić..
----
Coś.. Ten.. Teges xDDD
Nie wiem czy wam się spodoba ale to prolog - zbyt dużo się z niego nie dowiecie.
Zapraszam do komentowania i dodawania do znajomych
Tak dla kumatych - Violetta powiedziała chłopaka. Nie ukochanego.. Ale cóż.. Ten kto ogarnie ten ogarnie
~I Always Remember You
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Na pingerze nie ma osób, które interesowały by się Igrzyskami co mi trochę zasmuciło ale Never mind. Powracamy do punktu wyjścia!
Ten blog miał od początku do końca był o Leonettcie dlatego będzie. Zauważyłam, że to właśnie takie opowiadanie przyciągają ludzi więc..
OTO JA! Maja, V-LOVER! Mam nadzieję, że bardziej polubicie moją stronkę i.. I już zmieniam wygląd, opis itp, itd
To napisania!
~I Always Remember You
 

 
Snuję się smutno po domu. Nawet posprzątany i zamieszkały wydaje się taki pusty. Brakuje tu jednej osoby, która rozświetliłaby tą ciemność. Czemu nic z tym nie zrobię? Bo jestem Katniss Everdeen. Dziewczyna, która igrała z ogniem. Igrała bo dzisiaj boi się zwykłej konfrontacji z Peetą. Wszystko się tak szybko zmieniło. Za szybko odeszło. Już nie wróci.
-Katniss, już jestem!-w domu rozbrzmiewa donośny krzyk Johanny. Zamykam okno w sypialni. Peeta spał przy otwartym oknie. Moje kąciki ust idą machinalnie do góry. Po chwili jednak przestaję się uśmiechać i schodzę na dół. Wchodzę do kuchni gdzie stoi brunetka. W jej oczach widzę ciepłe iskierki.
-Jak tam u ciebie?-pyta gdy siadam przy stole. Nie odpowiadam jednak, a ona kręci głową z dezaprobatą.
-Katniss, hej!-macha mi dłonią przed oczami. Nie reaguję tylko patrzę w sufit.
-Sama tego chciałaś, teraz możesz mieć pretensje tylko do siebie! Katniss!-ciągnie mnie za rękę. Moje źrenice się rozszerzają, a oddech przyspiesza. W domu naprzeciwko, w sypialni ktoś uchylił okno.
Popycham Johannę . Ona tylko patrzy na mnie zdziwiona. Zostając w samej piżamie ruszam do mieszkania należącego niegdyś do Peety. Podbiegam i rzucam się na drzwi. Zaczynam desperacko pukać.
-Peeta! Peeta to ja Katniss! Przepraszam! Przepraszam! Wiem, że to nie twoja wina! To wszystko przez wspomnienia. Peeta proszę! Proszę wróć do mnie! Kocham cię.-krzyczę i osuwam się na drewniany wyrób. Widzę połowę mieszkańców, którzy zebrali się pod bramą wioski. Niech się patrzą. Niech widzą jak cierpię. Podchodzi do mnie Haymitch, uśmiecha się blado. Nie odwzajemniam gestu tylko zachodzę się szlochem.
-Hej, skarbie.-mówi, a ja zakrywam twarz dłońmi.-Nie płacz.
-Łatwiej powiedzieć niż zrobić.-prycham i lekko się podnoszę. Nie założenie obuwia ma swoje skutki. Moje pokrwawione stopy co raz to mocniej dają o sobie znać.
-Chcesz o tym pogadać? Katniss, to już miesiąc.-miesiąc, myślę. Nie widziałam go miesiąc, a czuję jakby minęła cała wieczność. Co ja sobie wtedy myślałam. Jaka musiałam być nieodpowiedzialna. Ranię siebie. Wreszcie przyszedł na to czas, Katniss, myślę. Teraz ty pocierpisz.
-Nie Haymitch. Dam sobie radę.-mówię.
-Tak, bo uwierzę. Katniss spójrz na siebie! Mizerniejesz w oczach! Kiedy ostatnio coś jadłaś?
-Pięć dni temu.-nagle zjawia się Johanna, a ja spuszczam wzrok na moje gołe stopy.
-Czyś ty kompletnie zwariowała!-wrzeszczy Abenarthy.
-On musi wrócić.-mówi dumnie zwyciężczyni z Siódemki.
-Poradzę sobie!-odpowiadam mało przekonana. Nie prawda. Nie radzę sobie. Każdy dzień to udręka, a zwłaszcza te w samotności. Czyli przeważnie wszystkie.
-Wiesz, właśnie wpadłaś pod drzwi pustego domu, aby otworzył ci Peeta, którego tu nie ma oraz poraniłaś nogi.-prycha Johanna, a na mojej twarzy pojawia się grymas. Przecież ona ma rację. Jestem kompletną wariatką, przewrażliwioną, zbytnio wrażliwą siedemnastolatką.
-Tak jak mówiłam. Musimy go tu przysłać, albo ją do niego.
Odwracam się na pięcie i z trudem ruszam do domu gdzie zabieram się za wyjmowanie żwiru z ran. Niezbyt dokładnie owijam stopy bandażami. Kieruję się na kanapę razem z herbatą. Siadam i od razu wylewam na siebie wrzątek. Syczę i od razu biegnę po ręcznik. Biegnę. Ponownie syczę z bólu i padam na podłogę roztrzaskując przy tym kubek z cieczą. Chcę pomocy, myślę. Nie! Katniss Everdeen nigdy nie potrzebowała niczyjej litości. Nie potrzebowała, teraz wręcz o nią błaga. Kulę się pod ścianą. Nie posprzątam. Nie mogę. Moje bandaże zsuwają mi się z nóg. Próbuję je jakoś utrzymać lecz na marne moje starania. Przymykam oczy.
-Peeta wróciłeś!-krzyczę i uśmiecham się szeroko. On tylko puszcza się pędem w moją stronę. Jest już wystarczająco blisko, słyszę i mimowolnie wyciągam strzałę.
-Katniss?-zatrzymuje się, a moje dłonie celują i wypuszczają strzałę. On tylko pada bezgłośnie na ziemię. Podbiegam do niego i klękam.
-Peeta, Peeta spójrz na mnie.-błagam, a po chwili wbijam sztylet w jego brzuch.
Co ja tak właściwie robię! Dobij go, słyszę. Zatykam uszy ale nogi zaczynają kopać zwłoki. Mocniej!, ponagla głos.
-Nie! Przestań! Nie będę cię słuchać! Nie!-zaczynam krzyczeć i uciekam. Nie wiem gdzie, jest za ciemno. Mogę przysiąc, że przed chwilą było południe.
Czuję ból z tyłu głowy. Gdy otwieram szerzej oczy przede mną klęczy Johanna, Haymitch i On. Nabieram głośniej powietrza, a oni podnoszą szeroko głowy
-Coś się stało?-pytam cicho. Oczy Johanny święcą nadzieją, Haymitcha szczęściem, a Peety jak zawsze miłością, troską i lekkim przerażeniem.
-Jak dobrze.-unosi ręce do góry Haymitch.
-Pojechaliśmy po niego, wchodzimy do domu, a ty się szarpiesz i krzyczysz, że nie chcesz krzywdzić Peety.-chichocze cicho Johanna po czym wchodzi do kuchni.
-Ja już idę.-mówi Haymitch i w zaskakująco szybkim tempie się ulatnia. Słyszę jak ktoś wrzuca do kosza odłamki szkła. No tak. Przecież rozwaliłam połowę domu starając się wytrzeć plamę.
-Jak się czujesz?-pyta nagle Peeta. Patrzę na niego ale jego wzrok wbity jest w podłogę.
-Dobrze.-mówię i opieram głowę o ścianę. Patrzę na bandaże. Dobrze, to chyba zbyt rozbudowane słowo. Przecież jest okropnie!
-Nie ma za co.-prycha nagle Johanna. Naprawdę nie potrafiłam założyć zwykłego opatrunku, a zrobiła to Siódemka? Wzdycham i opieram się o ramię Mellarka. Po chwili jednak z trudem się podrywam i wskakuję na pierwszy szczebel. Nie zbyt mi to wychodzi i spadam w ramiona blondyna.
-Dzięki.-bąkam bo tylko na tyle mnie stać i tym razem trzymając się barierki ruszam do sypialni.
-I co ja mam niby zrobić?-słyszę w połowie drogi. Nie powinnam. Ale nie mogę się oprzeć ciekawości i nadstawiam ucho.
-Jak to co? Po prostu z nią porozmawiać, być. Wiesz co ona robiła każdego dnia.. Nie! Nic nie przebije tego co zrobiła dzisiaj. Wybiegła o ósmej w samej piżamie pod twoje drzwi i zaczęła się tak histerycznie zachowywać. Płakała, szlochała, krzyczała, wrzeszczała, żebyś wrócił, że cię kocha.-Johanna zaczyna się śmiać, a ja spuszczam głowę. Musiało to przekomicznie wyglądać, myślę.-Nie wiem kiedy się tak zmieniła.
-Nie powinienem jej tak po prostu dać wyjechać ale była taka zdeterminowana, że myślałem, że mogę tylko pogorszyć sprawę. Muszę iść Johanno.-mówi, a w moich oczach zbierają się łzy. Zraniłam go. Katniss! Co cię to obchodzi!, krzyczę na siebie w myślach.
-Nie, ja idę.-odpowiada Johanna.-Ty zostajesz, nie mam zamiaru więcej jej uspokajać z tych jej koszmarów. Wiesz jak ona mocno kopie?
-Nie powinienem...
-Peeta, to nie było pytanie.-mówi i wychodzi. Mnie przeszywa strach. Przecież nawet nie weszłam do pokoju! Staram się jak najszybciej ruszyć do przodu. Nie udaje mi się to i siadam na drugim szczeblu od góry.
-Witaj.-zataczam dłonią pół okrąg. On patrzy na mnie zaskoczony.
-Nie powinnaś być na górze?-jego usta nie są już ozdobione uśmiechem. Pojawił się na nich grymas.
-Powinnam.-warczę.-Wszystko powinnam ale jakoś tego nie robię!
Zaczynam krzyczeć i miotać się we wszystkie strony. Peeta nic nie robi tylko się na mnie patrzy. Nie pomoże mi, myślę. Zataczam się w kółko i pomimo stóp wpadam do pokoju. Padam jak długa na podłogę. Zaczynam cicho łkać.
-Co się dzieje Katniss?-obok mnie pojawia się mała blondynka.
-Prim..-szepczę. Nie wiadomo jak czternastolatka przytula mnie z całej siły.
-Powiesz mi?-uśmiecha się pogodnie. No pięknie, myślę. Kompletnie zwariowałam. Widzę przed sobą martwą siostrę.-No to może ja się wypowiem.
-O czym?-pytam lekko zdziwiona.
-Kiedy ostatnio brałaś tabletki?-patrzy na mnie, a ja czuję jak kulę się w sobie.
-Jakieś, dwa miesiące temu..-szepczę.
-Katniss, musisz je zażywać żeby uniknąć czegoś takiego jak teraz.-uśmiecha się.-Gdzie one są?
Wskazuję na półkę nad łóżkiem. Ona lekko mnie popycha i daje znak abym popiła kolorowe pastylki. Kręcę przecząco głową.
-Szybko połykaj i wracaj tam do niego..-urywa¬.-zanim sobie coś zrobi.
Patrzy na mnie smutno dopóki jej złote kosmyki nie wpadną jej na oczy. Czemu Peeta miałby sobie coś zrobić? Znowu coś mu zrobiłam? Na pewno. Krzywdzę wszystkich dookoła więc czemu nie jego?. Ponownie czuję posmak lekarstw. Sól, soli jest tu najwięcej, myślę i odstawiam szklankę. Dziękuję, mówię bezgłośnie po czym kieruję się głucho przez korytarz. Zaglądam do pokoi ale ani śladu w nich po Peecie. Spoglądam do łazienki, gdy to robię przechodzi mnie głęboki dreszcz. Chłopak stoi do mnie plecami, lecz jego skupiona twarz odbija się w lustrze. W ręku trzyma żyletkę. Moje serce przyspiesza. Muszę mu pomóc, myślę. Podchodzę bliżej.
-Odejdź Katniss.-słyszę szept. Najprawdopodobniej jest to najbardziej przykry głos jakikolwiek słyszałam. Nawet Prim trafiona bombą nie była tak przerażona jak ja teraz.
-Nie, nie zostawię cię. Peeta czemu to robisz?-pytam.
-Bo inaczej nie pozbędę się poczucia winy.-ponownie szepcze, a ja kładę mu rękę na ramieniu.
-Jakiego poczucia winy?
-Tego co ci zrobiłem. Jestem potworem.-mówi, a z kącika mojego oka leci łza. Odwraca głowę w moją stronę.
-Przepraszam Katniss. Naprawdę nie chciałem cię skrzywdzić.
-Peeta, za co ty mnie przepraszasz? To nie twoja wina, przecież to przeze mnie trafiłeś do tego głupiego Kapitolu! To ja powinnam siedzieć teraz na podłodze, lustrować swoje rany i tworzyć następne. Peeta zrozum, nie jestem na ciebie zła, nie możesz mieć za to poczucia winy. To nie byłeś ty, to był Snow. Pamiętaj o tym i obiecaj, że już nigdy nie zrobisz sobie krzywdy.-mówię na jednym oddechu. Blondyn jest tak samo zaskoczony moją wypowiedzią jak ja sama. Prim, myślę i wbijając wzrok w podłogę uśmiecham się.
-Ale cierpisz.-mówi trochę głośniej.
-Ale nie przez ciebie, tylko przez to co ci zrobili
-To jest najgorsze. Widzieć jak kochana przez ciebie cierpi, a ty nie możesz nic z tym zrobić.-mówi, a ja nie wytrzymuję i rzucam mu się w ramiona.
-Nie musisz robić wiele, a możesz zrobić wszystko. Tylko bądź.-mówię i mocniej go do siebie przyciskam. Moje słone łzy kapią na jego szarą koszulkę, ale wydaje się jakby wcale mu to nie przeszkadzało. Po prostu chcę czuć przy sobie jego obecność.
-Co ci powiedzieli, że tak szybko się zjawiłeś w Dwunastce?-pytam nadal do niego przytulona.
-Haymitch powiedział tylko bezgłośnie Katniss, wtedy od razu wiedziałem, że muszę ci pomóc.-mówi, a ja zaczynam topić się w błękicie jego oczu. Zawsze były takie zielone?, myślę i uśmiecham się szeroko. Wróć, zielone? Przyglądam się jego tęczówkom. Jakie one są. Zielone czy błękitne? Wlepiam w niego wzrok, chyba czuje się nie zręcznie. Otwieram szeroko oczy aby dokładnie rozpoznać kolor. On zaczyna się cicho śmiać.
-Nie ruszaj się.-mówię i powracam do oczu. Są definitywnie w kolorze nieba, myślę i klepię go po ramieniu.
-Mogę wiedzieć co to było?-pyta lekko rozbawiony najwyraźniej moją powagą.
-Masz piękne oczy.-mówię i od razu przygryzam wargę. Och, naprawdę Katniss. Powiedziałaś mu, że ma piękne tęczówki?, myślę.-Jak się czujesz?
-Dobrze.-odpowiada niepewnie przeciągając sylaby. Chyba wyczuł mój niepokój.
-To dobrze.-mówię i spoglądam na nogi.-Pomożesz mi?
Nie odpowiada tylko przemywa mi rany po czym zakłada nowy bandaż. Jego dotyk jest taki delikatny, że prawie nie czuję bólu.
Kładę się na chłodną pościel. Zamykam oczy, jest trzynasta, myślę.

Jestem Katniss Everdeen.
Była wojna, którą przeżyłam.
Mam 17 lat.
Mieszkam w Dystrykcie 12.
Snow nie żyje.
Moja matka uciekła do 4 Dystryktu.
Johanna to moja przyjaciółka.
Zginęły przeze mnie setki ludzi.
Przeżyłam 74 Igrzyska Głodowe.
Ludzie w Kapitolu mnie nienawidzą.
Igrzyska się skończyły.
Moja siostra spłonęła przez bombę Gale’a.
Jestem.. Szczęśliwa i kochana.
Przez chwilę powtarzam sobie to kilka razy. Mój umysł przyćmiewa ciemność.
-Peeta, jesteś tu?-pytam, ale nie dostaję odpowiedzi. To był znowu chory wymysł mojej wyobraźni. Nie pojechali po Peetę, nadal jest, nie wiadomo gdzie. Mówił mi, że ma poczucie winy. Czy to prawda? Nie mogę rozróżnić prawdy od fałszu. Zatykam uszy rękoma. Dziwnie już tutaj bywało, nie dziwniej, więc by się stało, gdybyśmy się spotkali pod wisielców drzewem o północy, śpiewam sobie w myślach.
-Katniss, wróciłem!-słyszę i podrywam się do góry. Wróciłem.. Zbiegam na dół i od razu wbijam się w wargi blondyna. Czy ty zawsze musisz być taki zaskoczony, myślę. Nie powinno się brać z zaskoczenia zwycięzców, a tym bardziej ludzi po torturach. Ciepło przechodzi po moim ciele, przymykam powieki.
-Jesteś tu prawda?-pytam, aby się upewnić. Dotykam go po twarzy, a on wybucha niekontrolowanym śmiechem. Patrzę na niego spode łba. Przecież się o niego martwiłam! Spuszczam głowę i opierając się o stół kuchenny wyliczam blizny na nadgarstkach. Może jestem za wstydliwa? Katniss, proszę opanuj się, myślę, a po chwili pięści zaciskają się na stole. Nie, tylko nie to. Chwytam za wazon i ciskam nim o podłogę.
-Zostawcie mnie!-krzyczę i zaczynam się szarpać z niewidzialnymi postaciami, które tak naprawdę są moimi koszmarami.-Już! Zrozumiałam, tylko mnie zostawcie!
-Hej, gołąbeczki.-widzę uśmiechniętego Haymitcha. Obraz pokrywa czerń. Widzę Snowa. To Snow! On żyje. Zrywam się i wskakuję na Abenarthy’ego. Zaczynam go drapać po twarzy.
-Giń! Umieraj za to wszystko co zrobiłeś tym biednym ludziom!-krzyczę i mocniej zaczynam go okładać. Nie ma go, czuję jedynie deski podłogowe. Musiał uciec, myślę i ponownie zrywam się do góry. W rogu stoi Gale, który podtrzymuje Snowa. Biegnę ku nim.
-Jak mogłeś! Przecież to zdrajca! Sam mówiłeś, że nienawidzisz tych Kapitolińskich śmieci, a teraz mu pomagasz!-rzucam się z pięściami na ich obydwu. Nagle czuję mocne ukłucie z tyłu głowy, a obraz przybiera na barwie. Szybko wstaję. Zamykam oczy i staram sobie wszystko przypomnieć. Prawda czy Fałsz, Prawda czy Fałsz, powtarzam. Łapię się desperacko za głowę. Uspokój się!, krzyczę na siebie i odnajduję ręką tył głowy. Nie jest zraniony. Co ja zrobiłam! Tam był Haymitch, w rogu był Peeta! Co ja zrobiłam, ponaglam. Otwieram oczy i wszystko staje się dla mnie wyraźne. Kulę się w kącie w kuchni, w ręce trzymam nóż. Wszystko w pomieszczeniu jest poprzewracane, porozbijane. Jestem zmiechem, Peeta miał rację. Odkładam narzędzie i ruszam na werandę. Siadam na huśtawce i wykonuję spokojne ruchy w przód i w tył. Prawda czy Fałsz, kołacze mi w głowie. Nie zostałam wyleczona, dalej mam w sobie Jad. Peeta o tym nie wie, nikt o tym nie wie prócz mojej mamy. Wzdycham i wracam do domu. To co tam widzę odbiera mi zdolność mowy.

---------------------------------------------------------------------
Przepraszam za takom troszkem przerwem ale mam gupie ferie i suabo mi sie zorganizować
Ale macie już rozdział więc poproszę o ładny Happy Face
~The Tribute
 

 
PISZĘ... Książeczkę <3
GOTUJĘ... naleśniki ;3
CZYTAM... "Zimistrz"
CHCĘ... latać, umieć pisać, zostać pisarką.
PATRZĘ... na Avatarga z Katniss i Peetą.
GRAM... w LoLa ;3
MARZĘ... o plakacie z Igrzysk Śmierci.
CIESZĘ SIĘ... że niedługo premiera Kosogłosa!
CZEKAM... na nowe odcinki Violetty i Kosogłosa.
LUBIĘ... śpiewać.
ZASTANAWIAM SIĘ... co napisać
KOCHAM... Peetę Mellarka (Nie, Nie Josh'a Hutchersona. Peetę)
MAM NADZIEJĘ... że kiedyś moja książka odniesie pewne wyróżnienie.
ZDUMIEWA MNIE... to, że ludziom podoba się to co bazgrzę!
POWINNAM... wyłączyć kompa, ale się poświęcam
CZUJĘ... naleśniki *.* (JUŻ IDĘ MAMOO!)
PODĄŻAM... własnymi ścieżkami.
DOCENIAM... intencję innych wobec mnie. (Że chcą dla mnie dobrze)
WIEM... że powinnam się bardziej starać (pozdrawiam mamę!)
MYŚLĘ... co by tu napisać.
PLANUJĘ... wielką podróż z przyjaciółmi.

NOMINUJĘ WSZYSTKICH TYCH, KTÓRZY TO PRZECZYTALI
~The Tribute

*Nudy więc dodaję własne zdjęcia xD*
  • awatar Tajemnica z przeszłości - opowiadanie: Chce być taaaka śliczna jak ty :( Twoje opowiadania są prześwietne. wiem, że nie komentuję ich (za co cię bardzo przepraszam), ale kiedyś postaram się, żeby wszystko przeczytać od początku do końca i SKOMENTOWAĆ TAK JAK NALEŻY! Uhhhh, wielka podróż z przyjaciółmi? Zabierzzz mnie ze sobąąąą... Też chce naleśniki, oddawaj XD No i oczywiście twoja książka odniesie bardzo, bardzo duże wyróżnienie, bo ty masz WIELKI talent (podkreślam), więc już możesz się szykować na nagrodę XD Tez bym chciała latać, więc przybij pionę XD (przyleciała bym w tedy do twojego domu, nie bój się zlokalizuje cię XD) Avatarek nie powiem, megaśnie słodki (nie ma takiego słowa, wiem, wiem) :) CZEKAM NA KOLEJNY ROOOOOOOOOOOOOOOOOOOOZDZIAŁ, KOOOOOOOOOOOOCHANA ;* /Gabi
  • awatar Jeśli się obudzę...: śliczna taka *-*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Stoimy tak wtuleni w siebie przez jakiś moment. Mama wychodzi z sali i kładzie rękę na ramieniu Peety. Gdyby wiedział jak mnie skrzywdziła. Nie powiem mu. Nie mogę. Za bardzo mnie to boli. Nie mogę też stracić mamy. Przecież ma tylko mnie. Uwalniam się z uścisku. Patrzę smutno w niebieskie tęczówki i wracam do pomieszczenia. Wiem, że Peeta pójdzie za mną. Nie odstąpi mnie teraz na krok. Wie, że coś się stało.
-Nie pytaj.-szepczę gdy siedzimy na łóżku. Nie odpowiada tylko mnie obejmuje. Przymykam oczy, czy ja naprawdę mogłam umrzeć? Przez własną rodzicielkę. Na to wspomnienie od razu buzuje we mnie fala wściekłości. Zatapiam ręce w kołdrze. Nie to znowu to. Nie, przecież już mi tego nie wstrzykną, nie mogą. Są inne sposoby na uspokojenie mnie. Na przykład taki Peeta.
-Potrzebuję tabletek.-mówię ciężko, a on szybko podaje mi kolorowe pastylki. Jedną dzieli na pół i podaje mi szklankę wody. Połykam i od razu czuję słony smak. Lekko dusi mnie w piersi. Zaczynam kasłać. Po chwili mój oddech się wyrównuje, a przez ciało przechodzi ciepły dreszcz.-Dzięki.
-Nie ma za co.-uśmiecha się, a mnie znowu ogarnia fala ciepła. Dobrze, że nie jestem podłączona do tego ustrojstwa. Serce by mi podskoczyło.
-Johanna chce cię odwiedzić.-mówi po chwili, a moje usta zdobią się w prostą kreskę.
-Nie mów, że znowu posyła na mnie psychologa.-ledwo powstrzymuję się od krzyku.
-Nie, spokojnie.-podnosi rękę.-Sama.
Zaczyna się cicho śmiać. Patrzę na niego pytająco. Chyba to nie ja potrzebuję lekarza. Układam się w zimnej pościeli. Zimnej, zimno mi. Sięgam ręką po koc i przekręcam się na bok aby widzieć piękne tęczówki. Nie ma ich.. One są.. Zgniło Zielone.
-Peeta!-wrzeszczę, lecz za wolno. Pięść trafia w moją żuchwę.
Zmiech to ostatnie słowo, które słyszę. Tracę przytomność. Wszyscy wokół chcą się mnie pozbyć. Świetnie!, myślę, a po chwili przechodzi mnie niezmierny ból na podbrzuszu. Och, Peeta, czemu mnie tak krzywdzisz, kołacze mi w głowie. Nie, to nie Peeta mnie krzywdzi, to Snow. On nadal tu jest, nawet po śmierci zbiera żniwa. U Peety w błyszczących, a w moich koszmarach. Uchylam lekko powieki, nawet to sprawia mi ból. Nie ma go tu. Ile byłam nieprzytomna? Zabrali go? Może uśpili. Nie Katniss, myśl racjonalnie! Rozglądam się dokładnie. Nikogo tu nie ma. Jestem sama. Rozchylam wargi aby nabrać powietrza. Z nosa cieknie mi krew. Wstaję. Czas zanalizować rany. Mój nos krwawi, mam siniaki na brzuchu jak i na podbródku. Jeszcze są głębokie rany, bardzo głębokie, w psychice, sięgają serca, jak włócznia. Pada na nie zimno. „Zasługujesz na chociaż trochę szczęścia po tym co nas spotkało”, kołacze mi w głowie. Mamo, czemu zawsze musisz się mylić?, pytam. Siadam na łóżku aby nie zadać sobie większego bólu. Chcę stąd uciec i nigdy nie wracać. Tato, Prim, idę do was, myślę. Biorę igłę i już mam ją sobie wbić w główną żyłę gdy do pokoju wpada Johanna. Jest cała zlana potem. Widzę w jej oczach przerażenie, które staje się coraz większe gdy patrzy na moje poczynania.
-Czy wyście już kompletnie zwariowali!-krzyczy, a ja ciężko wzdycham. Jeszcze tu wrócę, myślę.
-Co jest Johanna.-mówię smutno.
-Nie nic, tylko Peeta się mało nie zabił. Ale co z tego! Obydwoje jesteście powaleni!-krzyczy i przeszywa mnie wzrokiem. Wycieram stróżkę krwi z nosa.
-Katniss.. On się chciał zabić.-mówi już spokojniej.
-Nie interesuje mnie to zbytnio.-rzucam. Kogo chcę oszukać? Przecież zależy mi, boję się o niego.
-Proszę! Gdyby nie ja obydwoje bylibyście w lepszym świecie! Posłuchaj mnie Katniss. Teraz sobie pięknie pójdziesz na swoich nóżkach do Peety, porozmawiacie, wyjśnicie sobie wszystko i wszyscy będą szczęśliwi!-ciągnie mnie za dłoń, a ja się wyrywam.
-Nie rozumiesz Johanna! Nie chcę tam iść!-teraz to ja krzyczę.
-Dajcie sobie pomóc! Czyli ty naprawdę jesteś taka głupia!
-Najwyraźniej tak! Teraz wyjdź i zostaw mnie w spokoju!-krzyczę, a ona patrzy na mnie z nienawiścią. To tak na mnie patrzył Peeta jakąś godzinę temu? Nie, Katniss. Przestań. On cię kocha.
-Obiecaj, że się nie potniesz, nie zabijesz, nawet o tym nie pomyślisz.-mówi już ciszej. Obudziłyśmy połowę szpitala.
-Obiecuję.-rzucam i kładę się z powrotem. Ona zamyka drzwi i siada na rogu mojego łóżka.-Miałaś chyba wyjść!
-Miałam ale zostanę, dla twojego dobra ciemna maso.-mówi, a ja lekko się uspokajam. Nie chciałam żeby mnie zostawiła. Nie teraz.
-Czemu to tak boli.-mówię, a po moim policzku spływa gorąca łza.
-Bo to rany.-odpowiada. Najprawdopodobniej nie zrozumiała mojego przekazu. Zaczyna masować mnie po plecach. Na mojej twarzy pojawia się grymas. Johanna i coś miłego?-Wszystko będzie dobrze.
-Łatwo ci mówić.-odpowiadam po chwili, a ona wyciera moje łzy.
-Spokojnie Katniss. Już jutro stąd wychodzisz.
Uśmiecham się lekko ale po chwili znowu poważnieję. Mam wrócić do Dwunastki? Do domu? Do tego domu w, którym nie mieszkałam już pół roku? Może Jaskier wróci. Nie będę samotna. Przynajmniej tyle, myślę.
-Wrócę z tobą do Dwunastki.-mówi Johanna, a ja odwracam się zaskoczona.-Nic mnie w Siódemce nie trzyma, a tobie przyda się opieka.
-Dziękuję Johanna.-uśmiecham się blado.
-Rzygać mi się chcę od tej waszej nieszczęśliwej miłości.
-Och, Johanno. To już nie jest miłość.-mówię i przygryzam wargę. Nie powinnam tego mówić. To nie miało tak być.
-Jak to!-krzyczy nagle.-Co to ma znaczyć! Nad kim będę się znęcać jak nie nad waszymi miłosnymi scenkami! Katniss, proszę.
-Bo widzisz Johanna. Jak ktoś kogoś kocha, to raczej go nie krzywdzi prawda?-cedzę, a po chwili żałuję. Co ja tak właściwie robię? Znowu nakładam maskę? Najwyraźniej tak.
-Katniss, to nie jest jego wina. On tego nie chciał. Przecież dobrze o tym wiesz.-głos jej się łamie.
-Jak tak się o niego martwisz to leć! Tylko uważaj żebyś nie wylądowała potem w szpitalu!-krzyczę i pokazuję ręką drzwi. Stara Katniss Everdeen się odzywa, myślę. Oczy Johanny pokrywają się szklistą powłoką.
-Jesteś najbardziej bezuczuciową osobą jaką kiedykolwiek znałam, a poznałam Prezydenta Snowa.-mówi cicho i wycierając łzy wychodzi z pokoju. Przez moje ciało przechodzi coś w rodzaju zastrzyku energii czy adrenaliny. Kilka godzin temu go potrzebowałam, a teraz mówię Johannie rzeczy wyssane z palca. Zamknięte drzwi, smutne spojrzenie, samotność, ciemność, noc. Wydostanę się z tego koszmaru, myślę. Chcę się już obudzić. Już wystarczająco mnie przeraża. Kładę się na pościeli. Próbuję przywrócić myśli. Próbuję zasnąć. Próbuję zapomnieć. Jakaś samotna łza znajduje ujście w kąciku mojego oka. Ona jest wolna. Ale marny jej żywot. Spłynie w dół po moim policzku, zetrę ją, a potem co? Zniknie. Rozpłynie się gdzieś. Już nikt jej nie zobaczy. Nikt jej nie poczuje. Nikt jej nie potrzebuje.
Podnoszę głowę i od razu witają mnie promienie słoneczne. Dzisiaj do domu, myślę. Wstaję i widzę ubrania na krześle. Przebieram się, przeczesuję włosy i myję zęby. Wzdycham ciężko.
Dzień Drugi.
Nie mówisz im nic, nie czujesz, teraz będziesz tak żyć, powtarzam sobie.
Kolejny raz próbuję ukryć mój smutek, moją samotność, mój ból. Nagle do pokoju wchodzi Haymitch.
-Hej, skarbie.-uśmiecha się do mnie, a ja tylko patrzę tępo w podłogę. Zakładam na siebie płaszcz i wychodzę. Tak po prostu. Chcę krzyknąć, że wreszcie opuszczam to okropne miejsce. Widzę Johannę, nagle się odwraca, a ja zauważam twarz, której tak bardzo chciałam unikać. Błękit rozsadza moje serce. Miałaś nic nie czuć Katniss!, karcę się. Podchodzę do Johanny i łapię ją za ramię. Ona odrywa moją dłoń i od razu wymierza mi policzek.
-Och, to tylko ty.-uśmiecha się ciepło. Patrzę na nią, a ból parzy mnie na skórze. Masuję miejsce gdzie wcześniej była jej dłoń. Wzdycham głośno.
-Poduszkowiec gotowy.-słyszę nagle. Uśmiecham się blado.
-Wracasz do Dwunastki?-pyta nagle Peeta, a ja patrząc we własne buty lekko kiwam głową. Ma cienkie pasy na szyi. Och, Peeta czyżbyś chciał się powiesić?
-Możemy już..-mówi Haymitch, a ja podążam za Johanną do poduszkowca.
Czemu daję mu wolną rękę. Przecież może się w najgorszym wypadku zabić. Powinnam mu pomóc, tyle razy żałowałam, że tego nie zrobiłam, a teraz ponownie zostawiam go na pastwę losu. Przeze mnie, wszystko moja wina. Znowu. Ale to nie przez siebie zostałam skatowana, ale gdybym wtedy nie dopuściła do jego osaczenia.. Może byłoby inaczej? Prowadzę gonitwę myśli, co raz bardziej wzrasta poczucie winy, a ręce zaczynają się pocić. Powtarzam słowa Johanny przez co bardziej żałuję swojej decyzji. Przecież to nie był Peeta! To była jego wersja po osaczeniu. On tego nie kontroluje. To nie jego wina! On cię potrzebuje, a ty uciekasz Katniss. Gratulacje, myślę. Jaka ja jestem okrutna. „Jesteś najbardziej bezuczuciową osobą jaką kiedykolwiek znałam, a poznałam Prezydenta Snowa.” Kołaczą mi w głowie słowa Johanny. Za późno to wszystko przemyślałam. Peeta zostaje.
----------------------------
Dzisiaj trochę krótszy ;D
~The Tribute
 

 
Spokojnie, nic mi nie jest xD
Zajęłam się po prostu szkołą i książką.
Never mind.
Obaczajcie miśki ;3


Haha ;D Mocne xD
Ale nie ważne. Dodam wam teraz parę rozdziałków i lecę "tworzyć dalej".
Przepraszam, że jestem do tego taka obojętna, ale...



CZAS




NIGDY GO NIE MA!


~The Tribute
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Widzę jego wielki uśmiech, który mnie nieco przeraża. Patrzy na mnie z taką ekscytacją.
-Em, Peeta? Czy coś się stało?-pytam.
-Dużo.-odpowiada z uśmiechem.-Ale ci nie powiem.
-A powinieneś.-karci go Haymitch, który właśnie rzucił we mnie termosem.
-Jeszcze nie teraz.-mówi uśmiechnięty. A kiedy? Kołacze mi w głowie. Przecież zostały mi niecałe dwa tygodnie, a ten zatacza się ze śmiechu.
-Haymitch, zawołaj lekarza.-mówię lekko przerażona z uśmiechem w głosie.
-Nie ma potrzeby.-macha ręką.-Uspokój się albo znowu dostaniesz tacką.
Popijam rosół i delektuję się jego zapachem. Moje dłonie z dnia na dzień stały się cieplejsze i bardziej zgrane. Także moja twarz co uznała Johanna nie jest już tak okropna. Mam dziwne przeczucie, że wyzdrowiałam. Choć to prawie nie możliwe bo nie ma leku na raka to niektóre z osób wygrywają walkę lub lekarze stawiają na nim krzyżyk. Tak jak na mnie.
Niedziela
Drugi tydzień
Zostało siedem dni.
-Jestem szczęśliwa.-mówię po chwili patrząc się już w pusty termos.
-Odejdę pośród osób, które kocham-uśmiecham się blado, a Johanna do mnie podbiega i chyba stara się mnie nie uderzyć.
-Nie wolno ci tak mówić.-jej głos się łamie.
-A co mam powiedzieć?-pytam i spoglądam jej w oczy.
-Peeta powiedz jej bo zaraz nie wytrzymam.-łapie się sama za nadgarstek.
-Nie chcę cię skrzywdzić. W każdej chwili mogę uwolnić uścisk.-mówi kierując słowa do niego. Johanna też miewa ataki błyszczących wspomnień. Przymykam oczy aby nie wspominać tamtego czasu. Prim była wtedy ze mną. Nie Katniss, myślę, nie możesz znowu to tego wracać.
-Katniss.-Peeta woła mnie po imieniu odwracam wzrok w jego stronę.
-Z czego się tak cieszyłeś?
-Po pierwsze. Paylor skończyła z tą swoją bajeczką o Igrzyskach. Nie będzie ich już nigdy więcej, przynajmniej tak zapewniała. Po drugie, jest szansa, że możesz to przezwyciężyć.-uśmiecha się szeroko, a ja wytrzeszczam oczy.
-Możesz z tym wygrać Ciemna Maso.-Johanna ściera sztuczną łzę.
Na moje usta wpada uśmiech. Szybko podnoszę głowę i zatapiam się w wargach Peety. On zaskoczony przez pewien czas nie reaguje. Dopiero po chwili oddaje moje pocałunki.
-Zostawmy ich.-słyszę szept Johanny.
-Gołąbeczki.-prycha Haymitch ale nie ukrywa uśmiechu.
-Kocham cię.-mówię i uśmiecham się szeroko.
-Ja też cię kocham Katniss.-odpowiada.
Moje życie układa się w rutynę. Jem, śpię, rozmawiam, jem, śpię i tak w kółko. Mimo to czuję się o wiele lepiej. Od paru dni bije ode mnie szczęście. Johanna wysłała na mnie psychologa na co na mojej twarzy pojawił się grymas.
-Powiedz mi, Katniss, jak przebiegają twoje ataki?-pyta, a ja w pierwszym momencie myślę, że to jakiś głupi żart.
-Ale pan tak na poważnie?-marszczę brwi na co Peeta wybucha śmiechem. Czy on musi być taki słodki? Nie, stop Katniss. Przestań.
-Jak najbardziej.-uśmiecha się.-Więc odpowiesz?
-Nie.-rzucam i uśmiecham się zwycięsko. Patrzę na Peetę i od razu tracę moją zażenowaną maskę. Zaczynam się szeroko uśmiechać, a aparatura wydaje z siebie co raz to szybsze dźwięki na co psycholog pokazuje mi swój biały uśmiech. Peeta chyba nie załapał aluzji bo patrzy na mnie ze strachem w oczach.
-Katniss, wszystko dobrze?-pyta najwyraźniej przejęty.
-Panie Mellark, serce pani Everdeen po prostu przyspieszyło.-spoglądam na własne ręce aby ukryć rumieńce.-Nic się nie dzieje, to normalne.
Chcę się zapaść pod ziemię. Czy naprawdę się tak zmieniłam? Nigdy nie byłam taka otwarta na emocje czy uczucia. Przecież to nie jest Katniss Everdeen, która walczyła o Orzech, to nie jest Katniss Everdeen, która polowała z zimną krwią. Chcę jak najszybciej uciec od jego rozweselonego spojrzenia ale mi na to nie pozwala. Sprytnie wyłapuje mój wzrok. Moje ręce zaczynają dziwnie dygotać. Co się ze mną dzieje! Wiem jedno, muszę porozmawiać o tym z mamą.
-To może ja już pójdę.-uśmiecha się promiennie lekarz i podnosi się z krzesła. Puszcza do mnie oko, a ja odpowiadam mu uśmiechem.
-Ach, i zajmę się Panną Johanną.-śmieje się cicho i wychodzi. Johanna jest nad wyraz ciekawska i pewna swego.
Unikam spojrzenia Peety. On siada jedynie obok i uśmiecha się promiennie.
-Zawołasz moją mamę?-pytam i bawię się palcami. Jedynie wzdycha i uchyla drzwi.
Mama siada i patrzy na moje dygoczące dłonie.
-Co się dzieje słoneczko?-pyta.
-Mamo..-urywam.-Wiesz, mam pewien.. Znaczy coś.. Bo ja..
-Spokojnie. Coś najwyraźniej ważnego skoro wygoniłaś Peetę.-śmieje się cicho.
-Wcale go nie wygoniłam! Nie mogę już z tobą porozmawiać?-wybucham, a ona uspokaja mnie ruchem dłoni.
-Wykrztuś to z siebie.-łapie mnie za ręce, a ja przykurczam nogi.
-Bo widzisz. Od paru dni dzieje się ze mną coś naprawdę dziwnego. Nie jestem taka jak wcześniej, byłam taka niepodatna na uczucia, no może oprócz.. Prim.-mówię i zaciskam dłonie na kołdrze.-Przez cały czas od rana do nocy myślę o nim, nie potrafię o niczym innym. Ciągle się uśmiecham, cieszą mnie nawet błahe rzeczy!
-Katniss, kochanie.-mówi.-Wiesz, ja też tak miałam.
-Tak mamo? To jest jakaś choroba, zakażenie. Nie wiem. Można to wyleczyć?-pytam z nadzieją. Unoszę się trochę i patrzę szczerze w jej oczy.
-Kochanie. To się nazywa szczerą miłością.
Trzepię się otwartą dłonią w czoło. No przecież. To dlatego tak reaguję na jego uśmiech. To dlatego czuję się taka szczęśliwa.
-Nie wiem jak mam to wytłumaczyć.-lekko unoszę kąciki ust i próbuję ukryć zaczerwienione policzki.
-Katniss, ja na pewno będę przy tobie.-mówi całkiem poważnie i unosi swoją dłoń.-Należy ci się trochę szczęścia po tym wszystkim co nas spotkało.
Przełykam głośno ślinę. Właśnie, tak bardzo byłam zajęta swoim życiem, że nie interesowałam się tym co się tak właściwie działo, gdzie jesteśmy, jak się czują inni?
-Wszystko dobrze?
-Tak, tak mamo, tylko.-urywam.-Powiesz mi gdzie dokładnie jesteśmy?
-W czwórce.-odpowiada.-Twój stan zdrowie jednoznacznie się poprawił. Za parę dni wracasz do domu.
-Znasz przyczynę?
-To przez-przełyka ślinę i siada na rogu łóżka. Chowa twarz w dłonie. Ona płacze.
-Mamo?
-To przeze mnie.-w jej głosie czuję nutkę szlochu. Wzdycham lekko.
-Mamo, przecież to nie jest niczyja wina. Tak czasami jest.-uśmiecham się i kładę jej rękę na ramieniu.
-Nie rozumiesz Katniss.. To ja ci dawałam ten przeklęty jad!-krzyczy, a moje serce przyspiesza. Moja własna matka mnie otruła mało mnie nie zabijając. Rozchylam lekko wargi i zamykam oczy. Tylko nie płacz, myślę. Przecieram czoło ręką. Moja broda zaczyna się niebezpiecznie trząść.
-Katniss.. Przepraszam.-szlocha.
-Nie rozumiem. Po co to zrobiłaś!-krzyczę i zrzucam z siebie kołdrę. Chcę od niej uciec. Jak najdalej.
-Miałam nadzieję, właściwie odkryłam w nim niektóre środki lecznicze..
-Przecież Peeta był tym torturowany! Nie rozumiesz.. Mogłaś mnie zabić!-unoszę się i wychodzę trzaskając drzwiami. Od razu czuję na sobie jego wzrok. Podchodzi do mnie i lekko przytula. Ja otaczam rękoma jego szyję. Zaczynam cicho szlochać. Tak bardzo go teraz potrzebuję. Co ja gadam. Potrzebuję go już zawsze.
-Nie puszczaj mnie.-mówię i staram się nie uronić łzy. Machinalnie jeszcze bardziej zaciskam ręce na jego szyi.
-Hej, kochanie, spójrz na mnie.-mówi i podnosi mój podbródek.-Co się stało.
Kręcę tylko przecząco głową. Co mam mu powiedzieć „Moja mama chciała mnie zabić”? Idę o zakład, że to by się nie przyjęło.
-----------------------------------
~The Tribute
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
-Mamo, co mi dokładnie jest?-pytam z nutą smutku w głosie.
-Definitywnie to rak.-słyszę i zaciskam mocno powieki, a moje usta układają się w poziomą kreskę.
-Ile mi zostało?
-Trzy do pięciu tygodni.-mówi i sama ociera łzy.
-Straciłam już wystarczająco dużo w swoim życiu Katniss.-mówi i zaciska rękę na mojej.
-Nie mogę z tym wygrać.-wypuszczam głośno powietrze.
-Za późno się o tym dowiedziałaś..-wzdycha i siada na moim prowizorycznym łóżku.
-Ja też nie chcę odchodzić.-szepczę.-Ale najwidoczniej, taki mój los.
Moje ręce zaciskają się w pięści. Oddech jest urwany, a skroń mi pulsuje. Co się dzieje? Kołacze mi w głowie.
-Nie ruszaj się!-słyszę i zanim otworzę oczy doktor wbija mi igłę z zielono zgniłym płynem w ramie.
Widzę Prim na łące. Ma uśmiech na twarzy widzę jak się śmieje. Po chwili zauważa mnie i zaczyna śpiewać.
W oddali łąki, wejdźże do łóżka
Czeka tam na Cię z trawy poduszka.
Skłoń na niej główkę, oczęta zmróż,
Rankiem Cię zbudzi słońce, twój stróż.
Tu jest bezpiecznie, ciepło jest tu,
Stokrotki polne zaradzą złu.
Najsłodsza mara tu ziszcza się,
Tutaj jest miejsce, gdzie kocham cię.
Poblask miesiąca spłynie w mrok łąk,
Okryj się krwią, spływającą z twych rąk.
W niepamięć odpuść morderców moc,
Zostaniesz nim na zawsze, marny twój los.
Tu jest twe miejsce, zabić Cię chcę,
Nikt nie pomoże, każdy to wie.
Nikt Cię nie kocha, zabójco mój,
Tu jest twe miejsce, tu jest twój grób.
Jej lśniące włosy zaczyna przykrywać spoisty mrok. Jej oczy stają się całe czarne. Wyrastają jej kły. Nie mam wątpliwości¬ to zmiech.
-Prim! Prim nie!-krzyczę próbując od niej uciec. Na marne. Jej kły zaciskają się na mojej łydce. Nagle z lasu wybiega mój tata. Łapie mnie za ramiona.
-Tato, proszę pomóż mi.-szepczę.
-Katniss, obudź się! Obudź się!-zaczyna mną potrząsać.
Otwieram przerażona oczy. To nie tata. To Peeta.
-Już?-pyta zmartwiony.
-Już.-opadam na poduszkę i obracam się na prawy bok żeby zobaczyć jego błękitne tęczówki.
-Dziękuję, że przy mnie jesteś.-mówię. Każdy najmniejszy ruch, czy słowo przyprawiają mnie o ból.
-Nigdy cię nie opuszczę Katniss. Nigdy.-odpowiada. Uśmiecham się blado.
-Co mi się stało?-ponownie zaciskam oczy.-Doktor wstrzyknął mi coś w ramie.
Dopiero teraz zauważam bandaż na przedramieniu i obojczyku.
-Nie wiem. Twoja mama ciągle powtarza, że musisz się oszczędzać. Mówi, że dostajesz Jad na koszmary.
-Nie działa.-mówię ozięble.
-Co ci się śniło?-pyta i opiera głowę na mojej dłoni.
-Prim, jako zmiech.-mówię.-I wiesz co? Uratowałeś mnie.-uśmiecham się ciepło.
-Jak zawsze.-dodaję i ponownie zatapiam rękę w jego włosach.
-Co zrobię gdy ciebie nie będzie?-czuję jak ciepłe łzy spływają na moją lodowatą dłoń.
-Wiesz, byłam pewna, że mogę cię traktować tylko jak przyjaciela.-szepczę.-Powiedziałam ci też w pociągu, że łączyła nas tylko przyjaźń. Teraz wiem, że to nie była przyjaźń, bo cię kocham.
-Ja też cię kocham, Katniss.-mówi, a ja zasypiam.

-Katniss!-słyszę i od razu odwracam wzrok.-Katniss, pomóż!
-Peeta!-zaczynam krzyczeć.-Peeta gdzie jesteś!
-Tu Katniss! Proszę Pomóż!-ponownie słyszę jego krzyk ale nie mogę znaleźć źródła. W mojej ręce pojawia się łuk razem z kołczanem. Biegnę przed siebie, a nawoływania Peety się nasilają. Nagle zauważam go leżącego pomiędzy Prim, a Finnickiem.
-Peeta!-krzyczę.-Prim, Finnick!
-Panna Everdeen.-słyszę jego głos. Otwieram usta z przerażenia.-Myślę, że powinnaś być przy ostatniej egzekucji.
-Peeta..-szepczę.-Zostaw go!
Nagle znikąd pojawiają się Strażnicy Pokoju. Zaczynają bić Peetę, a ja znowu czuję się bezsilna.
-Zostawcie go!-krzyczę.-Weźcie mnie ale proszę, zostawcie go!
Snow podchodzi do Peety i zadaje ostateczny cios. Ja padam na ziemię, a z moich oczu płyną łzy. Moje usta ułożyły się w wielkie kółko. Patrzę na wszystkie zwłoki.
-Przepraszam Was. Przepraszam, że was nie uratowałam.
Otwieram oczy. Jasne pobłyski przechodzą przez szybę. Uśmiecham się. Na krótko jednak. Czemu koszmar nie wywołał u mnie lęku? Patrzę na blondyna obok mnie. Trzy do pięciu tygodni, kołacze mi w głowie. Muszą to być moje najlepsze ostatnie tygodnie. Spoglądam na ręce. Nie ma śladu po jakichkolwiek opryszczkach czy krostach. Są za to bardzo wychudzone. Nie chciałabym spojrzeć na swoją twarz, za pewne wygląda jeszcze gorzej. Jestem szkaradna, myślę i podnoszę lewą nogę po czym stawiam ją na ziemi. Zaczynam się lekko chwiać po czym beznamiętnie opadam na łóżko budząc przy tym Peetę. Spogląda na mnie pytająco. Może nie wyglądam tak przerażająco, myślę. Uśmiecham się blado. Samotna łza znajduje ujście w rogu oka. Wycieram ją rękawem. Bezskutecznie. Zaczynam płakać. Już nie jestem taka silna. Jestem wrażliwa. W sumie, kto by się cieszył na wieść, że opuszcza ten świat?
-Bardzo źle wyglądam?-pytam. Jestem zawiedziona gdy słyszę odpowiedź.
-Nie jest aż tak źle ciemna maso.-odpowiada mi Johanna.
-Masz tu rosół.-mówi i siada obok mnie. Ja patrzę z ukosa na Peetę, który ponownie zatracił się w śnie.
-Dzięki.-odpowiadam smutno.
-Nie dąsaj się, bo jeszcze się popłaczę.-mówi i patrzy na mnie spode łba.
-Johanna! Nie rozumiesz, że ja umieram!-wybucham, chyba wszyscy musieli się ocknąć.
-Rozumiem Katniss, ale..
-Nie ma żadnego ale Johanna! Nie ma, ja.. Zasłużyłam sobie na to.
-Ale ja nie!-krzyczy.
-A niby co cię obchodzi czy tu jestem czy też nie!
-Bo cię lubię tępaku!-odkrzykuje, a ja zatapiam się w kołdrze. Zaczynam cicho szlochać. Czuję jak Peeta łapie mnie za rękę. Mimowolnie uśmiecham się lekko po czym kieruję wzrok na Johannę. Podpiera się jedną nogą o ścianę, a z oczu lecą łzy. Proszę, przyprawiłam Mason o płacz.
-Nie można było głośniej?-do sali wpada Haymitch z Effie. Peeta kręci tylko głową z dezaprobatą.
-Zostawcie mnie.-mówię.
Patrzę na nasze złączone ręce. Uśmiecham się szeroko. Widok Ceasara ubranego w czerwony garnitur przyprawia mnie o niemały chichot. Trzymam w ręku karteczki z poleceniami od Effie. Co mam najpierw mówić, co mam potem robić.
-Peeta Mellark i Katniss Everdeen!-słyszę i kieruję się z Peetą u boku na scenę. Macham ludziom, a oni zaczynają krzyczeć na nasz widok. Uśmiecham się promiennie. Robię wszystko zgodnie z instrukcjami Effie. Po paru męczących pytaniach nadchodzi to, które tak bardzo chciałam ominąć.
-Katniss, co myślisz o Peecie. Tak na całokształt waszego życia.-pyta Ceasar, a ja przypominam sobie fiszkę leżącą na komodzie w salonie. Wracam myślami do tamtego dnia.
-Błękit w jego oczach pomaga mi ujrzeć przyszłość. Odciski palców, które całymi dniami pokrywają moje ciało. Nie posiadam żadnego stopnia naukowego, mimo to wiem, o wszystkim co dla mnie robi, nie muszę go rozpracowywać. Jest mi bardzo bliski. Moje serce nie zabije kolejny raz, jeśli nie poczuję jego obecności. Teraz już to rozumiem.
Peeta patrzy na mnie jakbym była kosmitą. Ja też sama nie wierzę aby kiedykolwiek to powiedziała. Cała sala zastyga. W tym ja. Widzę jak Ceasar wyciera łzę jednym ruchem ręki.
-Katniss, to było..-zacina się.
-Nie ma słów aby to opisać.-dopowiada i uśmiecha się do mnie promiennie, a ja odpowiadam mu tym samym.
Budzę się i od razu zaczynam się śmiać. Co to miało być? Wyznawanie moich uczuć. Nie mogę przestać się śmiać na co wszyscy zgromadzeni wokół mnie patrzą na mnie ze współczuciem.
-Mogę wiedzieć, z czego się śmiejesz?-pyta poważnie Peeta, a mnie jego powaga rozbawia jeszcze bardziej.
-To tylko sen.-mówię pomiędzy śmiechem.
-Nie powiem ci.-uśmiecham się zadziornie i macham ręką w jego kierunku. On patrzy na mnie przestraszony i kiwa głową aby wszyscy się stąd ulotnili.
-Katniss wszystko dobrze?-pyta.
-Jak najbardziej.-mówię i uśmiecham się szeroko.
-Mam zawołać lekarza?
-Nie, nic mi nie jest.-odpowiadam i uspokajam się trochę.
-Nie powiesz mi co cię tak rozśmieszyło?-pyta już z uśmiechem na ustach.
-Nie.-także się uśmiecham. Patrzę w jego oczy i już wiem, że Katniss ze snu mówiła o swoich uczuciach.
------------------------------------
~The Tribute
 

 
Chyba jestem dla was za dobra
Dwa rozdziały jednego dnia.. To nie jest normalne. xD
Dlatego dostajecie kolejną dawkę Igrającej Z Chlebem :3
````````````````````````````````````````````````````````````````
Rejestruję wzrokiem wszystkie elementy znajdujące się w pomieszczeniu. Lustro weneckie, oczywiście. Mój humor lekko się poprawia, gdy widzę za nim Peetę, Haymitcha, Effie i Johannę. Patrzę tępo na ich twarze próbując coś z nich wyczytać. Patrzę pytająco na Mellarka. Widzę jak niemo rusza ustami wypowiadając „Kocham Cię”. Uśmiecham się blado. Nie wiem czy znowu jestem pod wpływem Jadu Os Gończych, czemu mam wierzyć. Przecież nadal muszą mi go podawać. Był w szpitalu, był w pociągu, na pewno jest i tutaj. Rozglądam się po Sali i napotykam zdezorientowane twarze przyjaciół. Patrzę na swoje dłonie są całe w jakiś dziwnych opryszczkach, dotykam jednej, a po moim ciele rozpościera się przeszywający ból. Nic nie rozumiem. Ponownie patrzę na lustro. Nikogo już tam nie ma. Słyszę ciche pukanie w okno. Odwracam wzrok. Skąd tu się wzięło okno skoro przed chwilą nie było tu nic oprócz mnie, lustra i łóżka szpitalnego? Patrzę na ptaka jego skrzydła mienią się różnymi odcieniami bieli, błękitu i zieleni. Uśmiecham się, gdy widzę tę paletę kolorów, lecz po chwili moja mina rzednie. Piękny ptak to Kosogłos. Kosogłosy zaatakowały mnie w szpitalu. Mam dziwne przeczucie, że stanie się coś złego. Jego dziób obraca się w moją stronę. Widzę jego mętne oczy. Skrzydła połyskują w słońcu. Nagle zrywa się do lotu. Przymykam oczy.
-Prim, byłaby z ciebie dumna.-słyszę i lekko uchylam powiekę. Przede mną stoi mama. Ma lekko opuszczone ramiona, a blond włosy spadają falami na jej ramiona.
-No nie wiem, zgubiłam Jaskra.-cicho chichoczę, choć wiem, że to nie czas na radość.
-Co mi jest?-pytam po chwili.
-Nic poważnego. Trochę za bardzo się przemęczasz.
-Po, co mi Jad?-pytam, a ona zastyga.
-Skąd wiesz, że go dostajesz.-szepcze i siada na rogu łóżka.
-Dłuższa historia.-urywam.
-Kochanie, nie mogę ci powiedzieć. Przysięga lekarska.
-Dlaczego.. Mamo proszę. Muszę wiedzieć, co mi jest.-mówię, a pomiędzy nami zapada głucha i denerwująca cisza.
-To na uspokojenie.-mówi szybko i wychodzi za nim zdążę cokolwiek powiedzieć.
Na uspokojenie.. Sobie wymyśliła.
Całe dnie przesypiam. Może jednak jest w tym jakiś sens. Może podają mi to coś tylko po to abym straciła rozsądek? Kontrolę nad sobą. Nadal nie wiem, po co to wszystko, ale nie zadaję już pytań na ten temat. Zastanawia mnie gdzie się wszyscy podziali. Przyszli raz, na nie więcej niż minutę, ale tylko po to, aby potem pójść. Nikogo przy mnie nie ma. Nikogo. Nawet nikt nie sprawdza mojego stanu zdrowia. Może się boją? Nie to niedorzeczne. Mieli ze sto gorszych przypadków niż ja. Od paru dni planuję ucieczkę, ale na marne. Drzwi nie mają klamki po tej stronie. Co mnie dziwi nie miewam koszmarów. Jakby kompletnie zniknęły. Nadchodzi noc, a ja nie mam zamiaru spać. Pierwszy raz odkąd mnie tu wstawili nie zasnę. Przynajmniej się postaram. Może szpital ożywa właśnie w nocy, kiedy powinnam spać? Na pewno nie jest tu normalnie. Przekręcam się na drugi bok odnajdując wzrokiem okno. Nagle drzwi się otwierają, a ja udaję, że śpię.
-Katniss..-słyszę jego ciepły głos. Mimowolnie kąciki moich ust chcą pójść do góry na myśl, że mnie nie zostawił.-Nie potrafię dokładnie określić jak długo jeszcze będą to przed tobą ukrywać. Tak bardzo cię przepraszam. Nie wiedzieliśmy, że może się to może tak skończyć. Właściwie nie jest to nasza wina.-słyszę, że nie może dobrać słów.
-O, czym ty mówisz Peeta?-wyrywa mi się. Mocniej przymykam oczy. Proszę, niech mnie tylko nie usłyszy.
-Katniss.. Ty nie śpisz?-słyszę przerażenie w jego głosie.
-Nie, nie śpię.-podnoszę się.-Powiesz mi o co chodzi. Czemu nie ma tu lekarzy? O czym mówiłeś.
-Katniss..
-Peeta, powiedz mi.-opieram się na łokciach.
-Ty umierasz.

Czemu mi nikt nie powiedział? Może udałoby mi się to przezwyciężyć. Może, udałoby mi się pokonać bezsilność. Ale oczywiście nikt nie uraczył mi powiedzieć o moim stanie zdrowia.
-Ja..-słyszę nagle.-Miałem ci nie mówić.
-Przepraszam.-mówię.-Przepraszam, że nie będę mogła cię dłużej chronić. Przepraszam, że nie będę mogła przy tobie być. Przepraszam Peeta, przepraszam.
-Katniss, to nie twoja wina.-patrzy się tępo w podłogę.
-Nikt nie mógł tego przewidzieć.-słyszę nagle.-Co tam ciemna maso?
-Bywało lepiej.-odpowiadam i zatapiam ręce w chłodnej pościeli. Moje policzki płoną od łez, które lecą ciurkiem. Nie chcę ich opuszczać. Jedyna pocieszająca myśl to to, że niedługo znowu zobaczę Prim i tatę.
Po paru godzinach zostaję sama z Peetą. Nie odzywał się przez cały dzień. Co on czuje? Może myśli o samobójstwie, tak jak ja po stracie Prim? Przecież jeszcze nie umarłam. Jeszcze tu jestem.
-Peeta.-wołam cicho przywołując tym samym jego spojrzenie. Widzę w nich ból, bezsilność i smutek. Najczystszy smutek.
-Kocham cię.-mówię, po czym zatapiam się w jego wargach. Czuję ten sam głód co na plaży podczas Ćwierćwiecza Poskromienia. Szkoda tylko, że uświadamiam sobie to jak bardzo będę tęsknić dopiero teraz.
-Nie chcę cię stracić.-mówi i styka nasze czoła.
-Niestety to nieuniknione.-mój głos się łamie.
-Prześpij się, nie spałaś całą noc. Dobranoc Katniss.-przykrywa mnie dodatkowym kocem i całuje w czoło. W moich oczach zbierają się łzy. Boję się je zamknąć, boję się tego, że już ich nie otworzę. Tak bardzo się boję.
---------------------------
~The Tribute
PS: jużpisałamnotkękluski.niemaczasunaspacje!
 

 
Po pierwsze. Namąciłam strasznie, bo zupełnie zmieniłam fabułę. Bardzo przepraszam!
Co się zmieniło
~Primrose... no wiecie RIP
~Katniss nienawidzi Gale'a
~Snow nie żyje
~Katniss nie wyznała swoich uczuć Peecie
~Jak na razie nie ma Peetniss
MIŁEJ LEKTURY!
`````````````````````````````````````````````````````````````
-Kocham cię Katniss.-mówi po chwili, a ja zatykam mu usta.
-Bezgranicznie?-pytam poważnie. Johanna by mnie skarciła. Johanna, tak dawno jej nie widziałam.
-Bezgranicznie i na zawsze.-mówi i odwraca wzrok w stronę drzwi.-Gale tu idzie.
-Skąd wiesz?
-Znam jego kroki. Wiem jak chodzi. Spójrz. Jego krok jest lekki, a prawa stopa bardziej wbija się w podłogę. Lewą zaś zawsze się potyka, co daje delikatne, rytmiczne uderzenia.-mówi, a ja staram się zrozumieć.-Jak byłem w Kapitolu musiałem wiedzieć, kto do mnie idzie.
-A jak ja chodzę?-śmieję się nieznacznie.
-Twojego nie umiem rozpoznać.-na jego twarzy pojawia się grymas.-Ja po prostu wiem, że to ty.
-Blondyneczka. Wypad.-w drzwiach pojawia się Gale. Patrzę na niego wilkiem, a po chwili tracę oparcie, którym był Peeta.
-Czego tu chcesz?-pytam.
-Co tak ostro Kotna?
-Nie chcę z tobą gadać.-odpowiadam i zawijam się w kokon.
-Jasne, a może chcesz wrócić na arenę? Teraz wszyscy mówią, że mdlejesz na mój widok.-zaczyna rechotać i siada na krześle.
-Śmieszy cię to? Nie chciałam abyś umarł, bo jesteś potrzebny swojej mamie nie mi Zależy mi na tym, aby Hazelle miała swojego syna.-mówię szorstko.
-Zależy ci.-prycha.-Jasne, nie zależy ci na nikim.
-Co wy się tak na mnie dzisiaj uwzięliście!-podnoszę się z łóżka, ale po chwili wiem, że był to błąd. Świat zaczyna lekko wirować. Nie poddaję się jednak.
-Nie musisz mdleć wystarczy, że wyznasz swoje uczucia.-łapie mnie za plecy, a ja się wyrywam.
-Zostaw mnie.-syczę.
-Nigdy. Jeżeli ja cię nie mogę mieć, to nikt nie będzie.-mówi i wyciąga z kieszeni scyzoryk.
-Co chcesz z tym zrobić?-pytam chowając swój lęk.
-Poboli tylko chwilę. Potem będziesz już razem z tatą, Prim..-urywa.
Nagle w mojej głowie pojawiają się wspomnienia związane z Prim.
Prymulką, żółtą prymulką. Wiem, że nie potrafię jej ocalić. Nie potrafiłam.
-Zostaw mnie. Już wystarczająco mnie zraniłeś.-mówię i padam na łóżko.-Wyjdź!
On nie odpowiada tylko po prostu otwiera drzwi i znika w ciemnym korytarzu. Wspomnienia o mojej zmarłej siostrze przyprawiają mnie o ból. Przecież już to przechodziłaś Katniss. Nie chcesz tego znowu, myślę. Ból, ból w sercu jest bardzo męczący. Kulę się nie myśląc, nie przypominając sobie.
-Katniss.. Co on ci zrobił.-słyszę przerażony głos Peety.
-Prim.-szepczę.-Prim, wróć do mnie! Prim..
-Jestem przy tobie.-słyszę i czuję ciepłe ramiona.
-Ona, nie żyje. Prim. Czemu ona.. Czemu! To powinnam być ja. To ja zabiłam tych wszystkich ludzi. Nie Prim. To nie..-nie mogę złapać oddechu i lekko przechylam głowę do przodu.
-Katniss, przechodziliśmy już to.
-Wiem, ale przez dwa lata nikt nie wspominał o Primrose. Nagle pojawia się sam morderca i mówi mi, że za niedługo się z nią zobaczę. Wszystko wróciło.-patrzę się tępo w podłogę.-Przechodziłam.. Ty nie wiesz, co czuję!
-Jak nie wiem!-krzyczy.-Moja mama, moja rodzina.. Wszyscy zginęli z powodu jakiejś głupiej Rebelii. Twojej Rebelii! Ty ich zabiłaś.-warczy.
-Peeta.. Peeta.. Co się dzieje?-poważnieję i łapię go za ramię.
-Zostaw mnie! Jesteś zmiechem z Kapitolu! Obślizgły zmiech! -krzyczy i zaczyna się wyrywać. Błyszczące Wspomnienia.
-Uspokój się.-łapię go za ręce. W pewnym momencie sama tracę nadzieję.-Zadawaj pytania.
-Jesteśmy w Kapitolu, prawda czy fałsz?-pyta i patrzy na mnie spod łba.
-Prawda. Dziś były dożynki pomiędzy mną, tobą, Galem i Bellą.
-Snow nie żyje. Prawda czy fałsz?
-Prawda-odpowiadam.
-Kochasz Gale’a. Prawda czy Fałsz?
Myślę chwilę nad odpowiedzią. I tak straciłam już swoją dawną duszę. Nie liczy się już moje zdanie. Przecież się zmieniłaś, myślę.
-Fałsz.-odpowiadam.
-Przepraszam. Czasami nie potrafię nad nimi zapanować.-puszcza moje dłonie.
-Nic się nie stało.-wzdycham.-Wiesz, kiedy mogę opuścić to więzienie?-pytam i wzdrygam się lekko.
-Prawdopodobnie w przyszłym tygodniu.
-Czemu tak późno.-jęczę i opadam na pościel. Nie chcę tu spędzić ani chwili dłużej. Atmosfera tu panująca źle działa na mnie jak i na Peetę.
-Mam pytanie.-mówię po chwili.-Po jadzie, występują halucynacje.. Jak to dokładnie wygląda?
-Masz wrażenie, jakby to był sen. Wszystko jest takie realistyczne. Najgorsze jest, gdy się w końcu opamiętasz. Wtedy już nie umiesz odróżnić prawdy od fałszu.-widzę w jego oczach ból.
-Czy mogą odpowiadać naszym największym lękom?
-Właśnie o to w nich chodzi.-szepcze.-Wszystko, czego się obawiasz, boisz, trafia w ciebie z większą siłą.-mówi, a ja zaczynam wszystko składać w całość. Róże w pokoju, krew w kabinie, brak Peety i Haymitcha, normalna Effie.
-Wstrzyknęli mi to, dali mi jad.-mówię i patrzę na swoje nadgarstki. Zaczynają się niebezpiecznie trząść. Otwieram usta, nabieram łapczywie powietrza. Przestraszona łapię się oparcia łóżka. Spoglądam na szafkę, że też wcześniej tego nie zauważyłam. Ta sama fiolka. Wydaję z siebie krzyk i łapię się za uszy. Słyszę wołającą mnie Prim, Finnicka, który opuścił Annie, widzę Peetę z Trzynastki.
-Zostawcie mnie!-krzyczę i próbuję otworzyć oczy.-Przepraszam, że nie potrafiłam was ocalić. Przepraszam!

----------------------------------------------------
Hej! Mam nadzieję, że wyczekaliście i się nie zesikaliście gdy zobaczyliście nowy rozdział xD
Jeszcze raz chciałabym was przeprosić za zmiany
Do następnego!
~The Tribute
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Czytam DOGŁĘBNIE twoje wpisy - www.livingishaard.pinger.pl nominowała i wchodzić na jej bloga.. Pliss

1. Nienawidzę swojego imienia. Wydaje się takie dziwnie przeciętne.. chociaż nie jest. (Maya, Maja, Majeczkunka, Majeczka, Majonez.)
2. Mam ogromne poczucie humoru, a także uwielbiam bratać się z ludźmi
3. Pani od J.Polskiego (POZDRAWIAM!) powiedziała, że mam potencjał do zostania pisarką. Dodała iż muszę poćwiczyć.
4. Uwielbiam kotki <33
5. Moim ulubionym "wykonawcą" (bo to zespół) jest Little Mix.
6. Mam naturalne ombre. (Dziwne ale je kocham ^.*)
7. Uwielbiam śpiewać, a gdy to robię to mnie chwalą
<rumieni się>
8. Mam nad wyraz ładne pochyłe i delikatne pismo. (Pismo np. w zeszycie)
9. Gdy Kicham słychać takie "Chiqi" (czyt. Hiki!) xD
10. Mam zmienne oczy. Przez pół roku są zielone potem stają się brązowe.
+
11. Moja średnia jest powyżej 4.3, nie niżej xd
12. Kocha się we mnie 9 chłopaków z klasy.. <Boże plis, czemu ja!>

To wszystko.
Nominuję każdego kto przeczyta ten wpis ^^
~The Tribute
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Właściwie "ciężki okres" już nadszedł.
Mianownicie w środę ponownie wracamy do szkoły.
Kto się chce powiesić daje Like'a.
Ciężki okres ponieważ musimy wrócić to szkoły, a także chodzi tu o mój limit.
Mam ustalone godziny, które są przeznaczone na pisanie książki (piszę w Wordzie wszystkie rozdziały z wyprzedzeniem, co daje mi obraz książki).
Dlatego piszę teraz bo czas na komputer chcę przeznaczyć dla książki.
Oznacza to chwilowe zapoznanie się z samotnością na tej stronie.
Przepraszam ale teraz dochodzi szkoła, moje limity, moje lenistwo, moja kara.
Dużo. Jeszcze raz przepraszam i mam nadzieję, że już niedługo nie będę musiała do tego wracać.
Jak zawsze, wasza oddana i kochająca
~The Tribute
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Na Youtubie można znaleźć wszystko jak na przykład "Mockingjay End".
Jakby co od razu mówię, że jest to Screen z filmiku
Peeta po torturach i osaczaniu przywieziony do Trzynastki



Mrozi krew w żyłach prawda?
UWAGA SPOJLER!
Moment gdy Peeta rzuca się na Katniss z pięściami (Screen gdy rzuca nią o szybę)



Nie mogę się doczekać drugiej części..
A teraz coś troszkę mniej smutnego.
Urywki Joshifer -





Czy tylko ja uważam, że pasują do siebie? :3
Za niedługo się widzimy, muszę uaktualnić spis treści
~The Tribute
  • awatar Jeśli się obudzę...: mega przeżywałam w kinie to jak sie zmienił *-* jak bym mogła to bym tak mocno go przytuliła o ile by mnie nie zabił :D pasują bardzo ale osobiście chce by Jenn była z Liamem :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Siedzę na łóżku i próbuję przetrawić informacje. Nie zniosę dłużej tego co się z nami dzieje. Nigdy więcej. Zdejmuję przedmiot z palca po czym kładę go na stoliku obok kartki głoszącej „Oddaję ci wolność”.
-Haymitch.-mówię sucho i obojętnie.-Jestem gotowa.
-Dobrze skarbie, jeszcze czekamy na Blondyneczkę, Kochasia i Bellę.-mówi, a ja próbuję odganiać od siebie zdarzenia ostatnich godzin i próbować się nie zaśmiać..
-Czemu?-pytam po chwili patrzenia w pustą przestrzeń.
-Dlaczego wybrali ciebie?
-Sam nie wiem ale to nie wygląda czysto. Coś planują, to nie jest takie proste..-przerywa nam Blondyneczka wchodząca do pomieszczenia. Odwracam wzrok i staram się nie uronić łez. Nie jest to niestety łatwe.
-Gdzie Kochaś?-przerywa ciszę Haymitch.
-Nie wiem. Nie obchodzi mnie to.
-Rozumiem. To może pójdę sprawdzić co tam.-widzę w jego oczach uśmiech. „Macie pogadać”. Nie mam zamiaru rozmawiać z Blondynką i kieruję się po sok. Czuję jego wzrok na sobie. Nie odwracam się jednak. Siadam przy stole i zataczam nogi w kokon.
-Zostawiłam ci.. na stoliku koło łóżka.-mówię ochrypniętym głosem. Nie podnoszę wzroku próbuję się bardziej skupić.
-Co zostawiłaś?
-To co należy do ciebie.-mówię szorstko. Gdy w pokoju pojawia się Haymitch oddycham z ulgą. Nie chcę spędzać z Blondyneczką ani chwili więcej.
-Kochaś się zaciął przy rozmowie z rodziną.
-Na szczęście Bella jest już z nami-dopowiada Effie.-Ach, moje dzieci. Jest mi tak przykro. To był zaszczyt się wami opiekować.
-Ale Effie..-chcę jej przerwać.
-Przecież tylko jedno z was powróci.
-Nie! Przecież jeżeli na przykład ja nie zostanę wylosowana.. Haymitch.-chcę się upewnić czy postępuję właściwie. On tylko kiwa głową.- Przeżyje nas trójka. Przecież mamy szansę, że zwycięzca przeżyje.
-Ale.. Ja się już tak przywiązałam do tej waszej czwórki.
-E! Blondyneczka!-słyszę nagle. W drzwiach pojawia się Gale.
-Błagam nie nazywajcie mnie tak.-odzywa się Peeta i przekracza próg kuchni.
-Zasłużyłeś sobie.-mówię pod nosem tak aby być niesłyszalna.
-Idziemy.-odzywa się Haymitch.
Stoję po lewej stronie razem z Bellą. Jej złociste, długie loki spadają na top sięgający jedynie do pępka. Dżinsy z dziurami na kolanach. Mówi mi to tylko tyle – Nie jest ani z Kapitolu, ani z żadnego z Dystryktów. Wyczuwam od niej przyjemny bananowy zapach. Jej morskie tęczówki odbijają światło słoneczne. Platformy, które ma na szczupłych nogach tylko dodają jej wzrostu. Bez tych zbędnych „kapci” nie byłaby mojego wzrostu.
-KAPITOL! MOJE UKOCHANE MIASTO!-spoglądam w stronę Effie.-Kochani rodacy! To pierwsze Dożynki w Kapitolu. Mam zaszczyt je prowadzić. Czy to nie wspaniale?! Dobrze. Dzisiaj mamy dość, krótki wieczór. Tylko dwójka trybutów spośród czterech.- Kapitolinczycy zebrani pod sceną udają ścieranie łez. – Ale spokojnie! Po naszym losowaniu wyprawione zostanie wspaniałe przyjęcie!
-Nie wierzę, że oni jeszcze nie wyginęli.-szepcze nagle Bella. Chyba pierwszy raz nie mówi o zabiciu Mnie.
-Odkąd sięgam pamięcią jeszcze nikt się nie postawił Kapitolowi jako mieszkańcom. Cenią ich jak Prezydenta Snowa.-chcę brzmieć nieco mniej chłodniej.
-Nie przekonałaś go.-mówi po chwili.
-Do czego?
-Nie przekonałaś go swoją „miłością”.-odpowiada i łapie mnie za dłoń po czym podnosi. Patrzę na nią pytającym wzrokiem.
-Katniss.. Tak mi przykro.-mówi i uśmiecha się szyderczo. Próbuję zrozumieć jej gest.
-O to nasi nowi trybuci! Katniss Mellark oraz Gale Hawthorne!-mówi, a ja otwieram szeroko oczy.
-Zrobiłaś to specjalnie!-krzyczę.
-Bo niby co?-uśmiecha się i kładzie mi rękę na ramieniu.- A tak w ogóle Effie. To nie jest Katniss Mellark tylko Everdeen. Myślałam, że masz świeższe informacje.
Moje oczy pokrywają łzy, a serce przyspiesza. Ona tego chciała, chciała się mnie pozbyć. Chciała abym cierpiała. Nie dam jej tej możliwości. Chcę się wyrwać z przepaści lęku ale w gardło skręca mi się coraz bardziej. Widzę jak Effie mówi coś bezgłośnie nie mogę jej usłyszeć patrzę ślepo w błękitne tęczówki. Prawdopodobnie już ostatni raz.
-Katniss! Katniss!-dociera do mnie krzyk Prim. Rozglądam się. Wiem, że leżę na ciężkim betonie. Nie widzę mojej siostry. Oddycham ozięble. Chcę ją znaleźć ale nie mogę się podnieść. Słyszę śmiech kapitolinczyków. Z czego się śmieją? Z tego, że nie potrafię zatamować mojego lęku? Z bólem patrzę na lekarzy niesiących mnie na noszach. Nie mogę się złamać. Muszę się postawić.
-Nie!-krzyczę.-Gdzie jest Prim! Powiedźcie mi gdzie jest Primrose! Powiedźcie mi.. Proszę..
-Cii, kochanie.-widzę Peetę koło siebie. Nie chcę go tu nie po tym co mi zrobił.-Wszystko będzie dobrze.
Odszukuję wzrokiem bardzo dobrze znaną mi już morfinalinę. Przede sobą widzę telewizor. W każdych wiadomościach mówią o „Dożynkach”, lecz jedna informacja przykuwa moją uwagę. „Zabójca Prezydenta złapany na przedmieściach Kapitolu”. Zaczynam się cicho śmiać. Ta jasne przecież ten barbarzyńca dalej żyje. Nikt go nie zabije. Jego imperium jest za silne. Do Sali wchodzi Haymitch.
-Jak się czujesz skarbie?-pyta i siada na krześle obok.
-Nie źle.
-Strasznie poturbowali naszą Blondyneczkę.-mówi, a mnie przechodzi dreszcz.
-Jak to?
-Bronił cię, a Kapitol odpowiedział atakiem. Bella go uratowała.
-Jasne, bo uwierzę.-prycham.-Ona nigdy nikogo nie uratuje.
-Jesteś pewna?
-Nie chcę do tego wracać Haymitch. Jeżeli mu na niej zależy to znaczy, że muszę się usunąć. Bezinteresownie by go nie uratowała.
-W sumie nie, ale przecież zabicie Prezydenta to też nie mały wyczyn.
-Czyli to prawda?! Snow nie żyje?!-mówię uradowana i nie świadomie odpinam się od kroplówki.
-Kochaś, Bella i kilku żołnierzy rzuciło się na niego kiedy wygłaszał tą swoją mowę przed rydwanami.
-Ile spałam?-pytam i opieram się plecami o ścianę.
-Cztery dni. Wiesz jak trudno wytłumaczyć Blondyneczce, że ma się nie ruszać.
-Przecież to Peeta. On zawsze walczy o swoje.
-No właśnie, czyli popierasz to, że walnąłem go tacką żeby do ciebie nie przychodził?
-Dosyć brutalny sposób ale dziękuję.-śmieję się cicho i wyobrażam sobie te scenę.
-Znasz Paylor?-pyta.
-Paylor? Paylor.. Hmm.. Była jedna u nas w klasie.
-Paylor Jackson.-odpowiada i rozsiada się na łóżku obok.
-Znam.
-Teraz jak ją spotkasz to pamiętaj o zwrocie „Prezydent Paylor”.-puszcza mi oko i wychodzi z Sali. Kładę twarz na poduszce i ponownie przyłączam do siebie kroplówkę. Potrzebuję dużej dawki aby spokojnie przetrawić informacje.
Jestem Katniss Everdeen.
Była wojna, którą przeżyłam.
Mam 17 lat.
Mieszkam w Dystrykcie 12.
Jestem niedoszłą panią Mellark.
Snow nie żyje.
Mój narzeczony mnie zdradził.
Jestem w szpitalu.
Moja matka uciekła do 4 Dystryktu.
Johanna to moja przyjaciółka.
Zginęły przeze mnie setki ludzi.
Przeżyłam 74 i 75 Igrzyska Głodowe.
Ludzie w Kapitolu mnie nienawidzą.
Igrzyska się skończyły.
Moja siostra spłonęła przez bombę Gale’a.
Pochylam głowę do przodu i momentalnie się budzę. Czuję dotyk dłoni na swojej. Obracam się. Widząc blond czuprynę zaczynam głaskać go po głowie. Z przyzwyczajenia.
-Peeta.-szepczę.-Wróciliśmy.
-Wróciliśmy.-odpowiada, a ja odskakuję przerażona. Byłam pewna, że śpi. Moja twarz przybiera kolor purpury, a jej wyraz jest obojętny. Wyrywam rękę z uścisku.
-Przepraszam.-odpowiada.-Znowu.
-Zraniłeś, zdradziłeś. Wiesz jak ja się czuję? Jakbym była.. Pionkiem w twojej grze. Znowu.
-Nie jesteś pionkiem w żadnej grze. Nie chciałem żeby to tak wyszło.
-Powiedziałeś jej, że ją kochasz. Na moich oczach. Pod koniec ją pocałowałeś..
-Katniss, nie rozumiesz.
-Co mam rozumieć?! Jeżeli wolisz ją to mi to powiedz. Nie kłam!-czuję się tak jak wtedy gdy wypowiedział podobne zdanie.
-Nie kłamię bo kocham tylko ciebie!-krzyczy nagle.
-To czemu to zrobiłeś!
-Nie wmawiaj mi, że ty też jesteś bez winy. Gale mi wszystko powiedział.
-Co ci powiedział?-pytam i spoglądam na jego twarz.
-Powiedział, że byłaś z nim. I podczas tego wszystkiego okłamywałaś nas bo chciałaś być blisko niego.. Że codziennie do ciebie przychodził, a ty z pretekstem mówiłaś, że idziesz do lasu. Ty też się z nim całowałaś. Chciałaś mieć z nim dzieci.
-Wierzysz mu, a nie mi?-pytam i odwracam wzrok.
-Chcę ci przypomnieć, że nadal mam luki w pamięci i wiem, że mogłaś to robić. Mogłaś ale mi nie powiedziałaś.
-Peeta.. Ja bym cię nigdy nie okłamała.-mówię i patrzę w jego oczy.
-Nie wiem komu mam wierzyć.-odpowiada.
-A co ci podpowiada serce?
-Że nie mówisz mi wszystkiego.-odpowiada i także spogląda w moje oczy.
-Bo widzisz, czasami lepiej jest zachować niektóre informacje tylko dla siebie.-uśmiecham się blado.
-Jeszcze raz cię przepraszam. Władało mną wtedy poczucie straty i chciałem się „zemścić” ale nie sądziłem, że tak to odbierzesz ty i Bella. To naprawdę nie miało tak być.
-Wierzę ci.-odpowiadam, a chłopak kieruje się w stronę wyjścia.
-Peeta.-wołam, a on się odwraca.-Zostaniesz?
-Zawsze

---------------
Hejo, hej!
Nie mam zbyt dużo czasu dlatego zostawiam was z rozdziałem pod koniec przerwy świątecznej (-.-)
Widzimy się za niedługo!
~The Tribute
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Chcecie się ze mnie pośmiać?
Proszę tu macie linka --> leonetta-historia-pisana-przeze-mnie.blogspot.com
Nie pytajcie o Marikę.. Nie chciałam żeby ktoś myślał, że jestem z poprzedniego bloga
Długa Historia
~The Tribute
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Słyszę głosy Kapitolinczyków. Jak to bardzo się cieszą z naszego powrotu do Kapitolu. Jasne.. Sądzę, że przy pierwszej, lepszej okazji pozbawiliby nas życia. Peeta już dochodzi do poprzedniego stanu, do normalnego życia. Od chwili gdy powiedziałam mu, że go nienawidzę nie odzywamy się do siebie, nie rozmawiamy. Jednak przyłapuję go czasem na patrzeniu na mnie tak samo jak ja nie potrafi się opamiętać. Najgorsze jest to, że ja go ciągle i bez granicznie Kocham. Najmocniej na świecie. Jednak jedno zdanie wypowiedziane wtedy w „Szpitalu” zatuszowało wszystkie moje uczucia, a Peeta ani razu mnie nie przeprosił. Wiem, że był pod wpływem jadu ale przecież wiedział co robi. Wczoraj jeszcze byłam w Dwunastce, a dzisiaj ponownie muszę się mierzyć z wielkim i obrzydliwym Kapitolem. Ponownie zobaczę tą okropną twarz pełną grozy.. Pełną nienawiści i pragnienia krwi. Niepewnym krokiem ruszam w stronę Ceasara.
-Panie i Panowie! Przed nami nasza wspaniała, olśniewająca i piękna Katniss Everdeen!-woła i skłania się lekko na mój widok. Moja czarna suknia kupiona przez Effie graniczy z ubraniami spod palców Cinny. Nie wiem gdzie ją znalazła ale wydaje mi się, że wcale nie musiała się przemęczać.
-Och Ceaserze! Nie słódź mi tak.
-Katniss przecież ja tylko stwierdzam fakty.-uśmiecha się do mnie i wyciąga rękę pomagając mi usiąść na czerwonej kanapie.
-Jak widzę nie wygram z twoim przekonaniem.
-Ach, Katniss w swoim żywiole. Tak niezwykle nieziemska.-Ceasar zaczyna się przeraźliwe śmiać. Nie wiem co robić i po prostu lekko unoszę kącik ust do góry.
-Powiedz Katniss.-ociera łzy po ataku śmiechu.-Jak twoje sprawy sercowe. Co zrobiłaś gdy dwóch chłopaków, Gale i Peeta wkroczyli do pociągu prowadzącego na Igrzyska?-pyta, a mnie zżera strach.
-Po prostu.. W mojej głowie.. Ja.. –zaczynam błąkać się w sensie mojej wypowiedzi.
-Spokojnie Katniss. Zastanów się.
-Gdy pomyślałam o Gale’u.. W mojej głowie pojawiło się „Będę musiała zabić własnego przyjaciela”. A gdy ponownie spojrzałam na Peetę. Wiedziałam, że nie będziemy mogli w spokoju cieszyć się z naszego wspólnego życia.-mówię szybko. Nie zastanawiam się nad moimi słowami, a po chwili to do mnie dociera.
-Uuu! Widzę mamy nowy romans!-krzyczy Ceasar i ponownie przeraźliwie zaczyna się śmiać. Mój żołądek skręca lekki szok, a także wstyd. Wstyd nad następną wypowiedzią Peety, Gale’a czy Haymitcha. Wiem, że znowu popełniłam błąd. Ponownie naraziłam.. Peetę, a teraz także Gale’a. Muszę podjąć decyzję, kogo kazać chronić.

Czarny garnitur idealnie komponuje się z moją sukienką. Wiem, że to nie przypadek.
-Portia.-szepczę.
-Dobrze, zgadłaś skarbie.-nagle obok mnie zjawia się Haymitch.-Chcesz cukierka?
-I moja suknia jest od Cinny, prawda?-ignoruję pytanie, a na samo wspomnienie moje oczy stają się szklane.
-Tak.-odwraca się do tyłu.-Ja idę, potem porozmawiamy.-Także odwracam wzrok.
-Johanna!-krzyczę i rzucam się brunetce na szyję.
-Ej półgłówku! Nie tu..-uśmiecha się ciepło, a po chwili znowu robi się poważna.
-Johanna, jak ja cię dawno nie widziałam.-mówię sztucznie z kapitolińskim akcentem.
-Co powiesz na herbatkę w naszej ulubionej cukierni?-odpowiada także przesłodzonym głosem.
-Oczywiście, o której?-pytam.
-To zależy czy ci Peeta pozwoli.-uśmiecha się szyderczo. Wiem, że skończyła już grę. Na ekranie, na scenie, gdzie siedzi Ceasar z Peetą pokazana jestem ja i Johanna od razu po przywitaniu. Widać moją lekko zaskoczoną twarz. Uśmiecham się zadziornie jakbym miała ją zaraz zabić. Spoglądam z powrotem na scenę. Widzę zaskoczonych ludzi. Gdy tylko zobaczyli mnie zbliżającą się do Johanny pewnie pomyśleli, że chcę ją zaatakować.
-Dobrze Peeta. Wracajmy.-mówi ciepło Ceasar.
-Nie.-odpowiada Peeta.
-Czemu?
-Muszę coś załatwić.-odpowiada i ucieka z fotela. Zaskoczony Ceasar patrzy się na ludzi. Ja także myślę o co chodzi. Po chwili Peeta znajduje się obok mnie.
-Coś się stało?-pytam ale chłopak nie odpowiada tylko całuje mnie w usta.
-Przepraszam.-wypowiada cicho, a ja zatapiam się w jego ramionach.
-Coś złą porę wybrałeś.-zaczynam się cicho śmiać patrząc na przerażonego Ceasara.
-Już idę!-woła Peeta.-A z tobą porozmawiam później.

Lekko klepię miejsce obok siebie.
-O czym chciałeś porozmawiać?-pytam i poprawiam ręką dżinsy.
-O tym co było w szpitalu.
-Peeta..-chcę zaprotestować ale chłopak mi przerywa.
-Ja mówię.-unosi rękę.-Jad z os dostawałem codziennie. Nic mi się nie działo. No może nie licząc ataków, ale to tylko nocnych. Myślałem, że coś ci zrobiłem, a ty to ukrywasz. Nie wiem czemu.. Chciałbym cię o coś prosić. Gdybym nie wrócił..
-Wrócisz.-odpowiadam szybko.
-Ale gdybym..
-Peeta, wrócisz.-mówię szybko i kładę rękę na jego.
-Ech, wiesz, że będą dla nas kolejne „dożynki”? Tylko jutro.. Tylko dla naszej czwórki.
-Co?! Skąd to wiesz?!-krzyczę i podnoszę się z fotela.
-Haymitch mi powiedział.-mówi spokojnie. Mogę go stracić. Mogę go stracić. Tylko tyle brzmi w mojej głowie.
-Mogę cię stracić.-powtarzam na głos. Nieświadoma wbijam wzrok w podłogę.-Mogę cię stracić.
-Katniss.. Ja też się boję.
-Ale.. Pomyśl Peeta. Gdy ja i Gale tam trafimy albo ty i Bella. Co wtedy?! Ja nie zabiję Gale’a, a Bella z chęcią zabije ciebie. Tylko jedno z nas będzie żywe. Nie.. Nie pozwolę aby ktoś znowu mi cię odebrał.-mówię i wtulam się w jego pierś.
Budzę się w ramionach Peety. Przeczesuję jego włosy. Chciałabym cieszyć się tą chwilą jak najdłużej. Nie chcę się z nim rozstawać, a może to się stać na zawsze. Powoli wstaję ale uścisk nie pozwala mi się ruszyć.
-Zostań.-mówi zaspanym głosem.
-Peeta, musimy iść. Dzisiaj są „Dożynki”.
-O czternastej.-odpowiada i wali twarzą w poduszkę. –Mamy pół godziny.
-Muszę się jeszcze umyć, uczesać, wyszykować.-zaczynam wyliczać. Każdy mądry wie, że i tak tego nie zrobię.
-Ech, dobrze.-odpowiada zawiedziony.
-Nie długo się widzimy.-mówię i wychodzę z sypialni.

Kapitol i jego panorama odpowiada mi swoim wspaniałym, pomarańczowym słońcem. Gdy wychodzę spod prysznica spoglądam na swoje blizny. Są aż nadto wyraźne. Opatulają moje ciało, które nie może oddychać. Czuję wtedy, że nie mogę się poruszać, że gniję. Zakładam na siebie dżinsy i zieloną koszulę. Gdy zakładam skarpetki patrzę na największą ranę przy, którym Johanna napisała „Pamiątka po Prezydencie Snow’ie.” zaraz potem jest kolejna blizna przy, której jest pismo Finnicka „BOOMBA!”. Gdy go wspominam od razu mam w głowie biedną Annie, która została z dzieckiem. Jak ona sobie radzi? Czy nie ześwirowała tak jak poprzednio? Ubrana i wyszykowana, jak na mnie oczywiście, prawie w ogóle, schodzę na śniadanie. Cała piątka siedzi już przy stole. Siadam naprzeciwko Peety. Widzę jak Gale patrzy wilkiem na Peetę. Nie jestem pewna ale wygląda jakby coś dla niego szykował. Z zamysłu wyrywa mnie głos Effie.
-Moje, dzieci..-mówi lecz Haymitch jej przerywa.
-Niech zgadnę, dzisiaj kolejny „Wielki, wielki, wielki, wielki dzień?”-przedrzeźnia kapitoliński akcent, a wszyscy wpadają w śmiech. Oprócz Effie oczywiście.
-Mianowicie.. Jestem dumna z Katniss oraz.. Jestem dumna z Katniss, że poradziła sobie w wywiadzie chociaż wiem jak to musiało być trudne dla dziewczyny z 12, ze Złożyska.-podkreśla ostatnie słowo i z przytupem odchodzi.
-Zdenerwowałeś ją.-zwracam się do Haymitcha.
-Dobra dzieciaki. Teraz tak.-przechyla głowę do przodu.-Dzisiaj ponownie będzie losowanie. Przepraszam Katniss ale nie zdążyłem cię powiadomić. Tak szybko uciekłaś razem z Peetą.-uśmiecha się szyderczo.-Opcjonalnie, wybiorą jednego trybuta i jednego Zwycięzcę. To chyba jasne.
-Nie ma możliwości na dwóch zwycięzców albo dwóch trybutów?-pytam i zakładam nogę na nogę.
-Te tłumy widziały już was na Igrzyskach dwa razy. Chcą sensacji, a przecież Prezydent Snow zrobi wszystko dla swoich. Oczywiście jeżeli wchodzi w grę śmierć albo załamanie czy rozpacz.-prycha Haymitch.
-Wiadomo jaka to będzie arena?-odzywa się nagle Bella. Przyznam szczerze, że nie zauważyłam jej. Siedziała w rogu i ostrzyła włócznię.
-Pultarch zrezygnował ze swojej posady.-odpowiada Peeta.
-W takim razie, kto jest organizatorem?-mówi Gale.
-Ja.
------------------------------
Haymitch został ogranizatorem
Będzie się działo xD
Czy Haymitch uratuje od śmierci Zwycięzce i Trybuta?
Kto zostanie wylosowany?
~The Tribute
 

 
Babcia do mnie przyjechała <33 Zadziały się prezenty..



Tak, to jest kombinezon.
Tak, jest o wiele za duży.
Tak, jest milutki.
Tak, mogę w nim spać.
Tak, już od razu go znienawidziłam xD

A wy co dostaliście od Babć?
xDDD
Jestem biedna, muszę w tym iść spać :C
~The Tribute
  • awatar $ally: o nie! xd mojego kotka to Ty nie ukradniesz :D hahaha xd miłych snów ,słodziutkie to xd :'3
  • awatar I wish we could rewind~ Violetta: Hehe, fajny prezęcik.! Ja dostałam słodycze :)
  • awatar Tini ♥ Forever ღ: ja dostałam kasę śliczny blog dodaje do znaj i obser + byłoby mi miło gdybyś wpadła do mnie i wzięła udział w akcji
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Popatrzcie do góry.
Widzicie ten piękny KISS <33
Loff foreffer.
Po co o nim mówię?
Widzicie tą magię pingera?
Główencja Katniss wyłania się z mojej czarnej tapety <3
Czyż nie, że to Magia?
I teraz nie wiem. Architekt Pingera mi potrzebny xD
Czy mam zmniejszyć obrazek żeby było też
"I do. I need You"
Czy zostawić tak?
Wydaję mi się, że taki efekt jest ładny bo się wtapia.
Ale cóż decyzja zależy od was
~The Tribute
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Boże rozwaliło mnie to xDD



~The Tribute
  • awatar Jeśli się obudzę....:): kocham IŚ <3 Are you Are you..... piękna piosenka *-* zapraszam serdecznie do komentowania i obserwowania mnie :))
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Koniec zaklepywanki = Koniec pracy z gupim Fotorem xd



Pioseneczka Dnia (słucham jej gdy "pracuję" xD)


~The Tribute
 

 
O to nasza zaklepywanka



Katniss, taka biedna po jedynką, nikt jej nie chce xD

Podsumowanie
WPISÓW; 12
ŚREDNIO CO; 1 dzień
OSTATNI WPIS; minutę temu
LICZNIK ODWIEDZIN; 219/16 dni (to przez moją nieodpowiedzialność bo nie wchodziłam tu przez dwa tygodnie -.-)
KOMENTARZE; 35 komentarzy.

Uwaga! Będę się chwalić!
Paczadełka skierowane na zdjęcie;



Piękny mam kursor czyż nie?
Wiem, jest świetny xd

Ja piszę dalej "dramatyczne" rozdziały.
Do posta!
~The Tribute
 

 
Nie zdążyłam i już pojawił się komentarz xD
Zostały jeszcze trzy miejsca pyszczki



~The Tribute
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Wreszcie coś normalnego xD
Proszę o to zaklepywanka



~The Tribute
 

 
Nie chcę przedłużać dlatego powiem to tak.. Krótko? Nie na pewno nie będzie krótko xD
Dokąd zmierza nasz kierunek pracy?
Pracy jako bloggowaniu oczywiście
Chodzi mi o mój blog
Bo zobaczcie to zatacza takie dziwne koło
ROZDZIAŁ --> KOMENTARZ ----> DODANIE DO OBS./ZNAJ.--->ROZDZIAŁ
i tak w kółko.
Wiecie, że to moja wina?
Bo ja tylko wstawiam te głupie rozdziały nachlapane w Wordzie, a zapomniałam o tym, że na blogach trzeba się jednoczyć z ludźmi, jakby to ująć.. BAWIĆ SIĘ!
Bo ja niby taka poważna no normalnie 100.00% xDD
Dlatego będę wstawiała; zaklepywanki; odpadanki; będą jakieś konkursy; nominacje.
Coś wymyślę ;3
Teraz przejdźmy do mojej nominacji, którą dostałam od bloga; www.ikonki.z.serialu.pinger.pl, którego serdecznie polecam i pozdrawiam

Przejdźmy do pytań

1.Jak Masz na imię?
Maja.. Ale wolę stwierdzenia "Szaraczek" lub "Majeczkunka" xD

2. Masz Facebooka?
Tak

3. Twoje 2 ul. Pory Roku?
Zima, razy dwa.

4.Masz rodzeństwo?
Siostrę.

5. Pullip VS EAH ?
Pullip <3
Ever After High jest zbyt podobne do Monster High, którego przepraszam ale nie trawię.

6. Twoje ul jedzenie?
Sushi, Pizza, Hambsy z MC xD
Ziemniaki mojej maaamy.. xDDD

7. Jaki jest twój rekord zjedzenia pączków na Tłusty Czwartek?
Nie jem dużo pączków w Tłusty Czwartek.. Ogólnie to ja taka Slim xD
Chyba zjadłam najwyżej 3.

8. Do jakiego kraju chciałabyś pojechać?
Em.. Może do.. Uuuuu *.* Do Francji <3
9. Masz chłopaka?
Nope.

10. Mamy 10 pytań, dojdziemy do 20?
Jestem gupia i nie ogarniam..
Łejt. Dobra tak pewnie dojdziemy xD

11. Twoja 1 nazwa bloga:
www.kolorowa.maja.pinger.pl
~Ciasteczkowa Maja~
Się nazywał xD

13. Jaki jest twój ul. przedmiot w szkole?
J.Polski, J.Angielski, Historia.. Może Zajęcia Komputerowe?

14. Jaki jest twój najbardziej wkurzający przedmiot w szkole?
Ma klika..
~Muzyka
~Plastyka
~Religia
~WF
~Matma (50% Wiem, jestem dziwna xD)

15. Jaka jest twoja 1 wada, 1 zaleta?
Zaleta - Umiem się bratać z ludźmi i często nawiązuje przyjaźnie na całe życie (umiem sobie dobrać odpowiednich ludzi, którzy mnie nie skrzywdzą)
Wada- Jestem za łatwo wierna

16.Jakiego chciałabyś mieć zwierzaka?
Tygryska..ALBO...Leffka <3
Ach, marzenia.

17. KAKAO vs HERBATA?
Kakauko *.*

18. Wiesz ile czasu zostało do Bożego Narodzenia?
Przed wczoraj.. Nie, nie pamiętam xDD
Ale już było

19. Twoje pupile:
Kociałka <3
A siostra też się liczy? xDD

20. To już koniec, pa!
Pa, pa

Ja nominuję

www.ula00000.pinger.pl
www.olamela123.pinger.pl
www.jorgistasforever11.pinger.pl
www.zaba016.pinger.pl

Hihi ^^
Tak dużo się o mnie dowiedzieliście, że aż w ogóle.
Ja piszę kolejny rozdział (7 jak ktoś nie widział 6 to jest pod spodem )
Widzimy się nie długo Bejbeśki <3
~The Tribute
 

 
Delikatnie unosi moją głowę. Zimne dreszcze owijają moje ciało. Teraz wiem, że nadal tam jestem. Duch ze mnie nie wyzionął. Co prawda nie mogę otworzyć oczu, nie mogę. Boję się, a równocześnie nie chcę tam wracać. Świat, w którym żyjemy jest okrutny. Wzniecenie buntu, rebelia. To wszystko za sprawą mnie. Mojego życia. To ja wyciągnęłam jagody. To ja pożegnałam Rue w należyty sposób. To ja okłamałam Kapitol. To ja zraniłam Peetę. To wszystko moja wina. Czemu w takim razie nadal żyję? Powinnam już dawno umrzeć. Przed tymi głupimi Dożynkami, lecz co by zrobiła moja mama i Prim, które po śmierci ojca były same? Mogłam się domyślić, że nie poradzą sobie beze mnie. Po chwili czuję jego dotyk. Ciepło, które rozchodzi się po moim ciele. Czuję jego zapach. Czuję. Czyli jeszcze żyję.
-Katniss.-szepcze cicho.-Katniss, obudź się.
Próbuję przywołać do porządku moje myśli. Nie rozumiem. Kto przy mnie jest? Nie umiem rozpoznać głosu choć wcześniej mi się to udawało.
-Peeta..-odpowiadam bardzo cicho.-wątpię by mnie usłyszał.
-Jestem przy tobie.-mówi i zaczyna głaskać mnie po głowie.
- Are you, are you coming to the tree? They strung up a man, they say who murdered three
Strange things did happen here, No stranger would it be. If we met at midnight, in the hanging tree.- zaczynam śpiewać. Czuję jak łzy lecą mi po policzku. Nie wiem czemu ale potrzebowałam chwili spokoju. Spokoju z Peetą. Jeżeli w ogóle jest to Peeta. Zrywam się na równe nogi. Przynajmniej tak mi się wydaje. Peeta jest w szpitalu. Jedyna odpowiedź to Gale. Gale Hawthorne siedzi przy mnie i perfidnie naśladuje Peetę. Chciałabym się wyrwać z jego uścisku. Tak bardzo chciałabym być pewna, że to nie Gale, lecz Peeta jest obok mnie. Nie uniknione, że Gale szyderczo wymyśla sobie różne zakończenia tej beznadziejnej scenki. Po chwili przypominam sobie, że byłam w kabinie prysznicowej. Naga. Przed Galem.. W łóżku, a jeżeli on to wykorzysta? Nie będę mogła odzyskać tego co budowaliśmy z Peetą po jego osaczeniu. Nie chcę do tego wracać. W nocy Peeta ma ataki wściekłości, nienawiści do całego świata. Dużo się zmieniło. Mój chłopiec z tamtej zimnej jesieni ,z pręgą na policzku nie wróci. Ja to wiem i pogodziłam się z tym. Jestem wdzięczna Gale’owi. Uratował moją, małą, słodką Prim. Nie wierzę mu zbytnio ale mam u niego dług, którego nie potrafię spłacić.
-Katniss.-szepcze ktoś. Znowu to głupie uczucie. Kto to jest?!-Katniss, kochanie, proszę obudź się. Już jest dobrze. Jesteś tu ze mną. To ja Peeta, Katniss.-nie ufam gościowi, który leży obok mnie. Peeta nigdy by nie powiedział czegoś w stylu „Hej! To ja Peeta! Spoko, nie musisz się mnie bać! Przecież ani trochę nie mam chęci cię zabić!”
-Nie wierzę ci.-wyrywa mi się z gardła, lecz ze zbędnym skutkiem. Z mojej krtani nie wydobywa się żaden dźwięk, a jednak w sypialni robi się cicho. Wiem, że coś jest nie tak. Wiem to. Chwilę ciszy przerywa jednak głośne wtargnięcie do pokoju. Czuję jak ktoś obok mnie zrywa się z taką siłą jakby był porywany. Szybko i gwałtownie otwieram oczy.
-Peeta!-głośno krzyczę. Patrzę na siebie. Na szczęście mam na sobie piżamę. W głębi duszy mam nadzieję, że to Effie mnie przebrała. Spoglądam na podłogę. Piękne róże, ułożone w piękny, duży napis „Kocham Cię”. Od razu w moich oczach pojawiają się łzy. Już sama nie wiem czy szczęścia czy przerażenia. Róże, białe, śmierdzące róże.
Przerażona wychodzę z sypialni. Moje nogi kierują mnie do przedziału szpitalnego. Zamykam oczy. Nie chcę dowiedzieć się najgorszego, lecz jest mi to dane. Peety nie ma. Opieram się o framugę i robię serię wdechów i wydechów.
-Katniss, dziecko.-słyszę i momentalnie się odwracam. Za mną stoi Effie, ma bardzo przestraszoną minę. Jej cała twarz pokryta jest opuchnięta. Widzę jej zaszklone jeszcze oczy.
-Effie, co się stało.-szepczę.
-Nie ma ich.
-Kogo Effie?-pytam i wiem, że nie chcę znać odpowiedzi.
-Peety i Haymitcha, Katniss.-mówi, a ja osuwam się na podłogę.-Bella też zniknęła, nie uniknione, że ktoś wdarł się do waszego przedziału.
-Peeta przy mnie był prawda?-pytam.
-Wyszedł pomimo ostrzeżeń i gróźb moich i lekarza.-mówi.-Niestety podczas drogi rana dała o sobie znać i sam wrócił. Nie był u ciebie dziecko.
-A Gale?-pytam obojętnie. Nie chcę aby przyjęła, że mi na nim zależy. Kłamałabym mówiąc, że Gale coś dla mnie znaczy. W pewnym momencie przemyśleń w samej czerni uświadomiłam sobie, że go nie trawię, że czuję do niego obrzydzenie.
-Gale’a nie było już rano.-mówi. Dopiero teraz zauważam gwiazdy na niebie.
-Snow tu był.-mówię szorstko i bez namiętnie.
-Jak to?!-słyszę i zauważam Haymitcha wchodzącego do przedziału.-Katniss co się stało?
-Nie udawaj, że nie wiesz!-ryczę.-Snow znowu zabrał mi Peetę!-chowam głowę w kolanach.
-Peeta jest w przedziale szpitalnym.-dopowiada Effie. Ma inny strój niż przed chwilą, a przez okno widzę przebłyski jasnych budynków Dystryktu 10.
-Co..-szepczę. Patrzę na siebie. Jestem w tych samych ubraniach w, których byłam na dniu losowania. Szybko biegnę do sypialni. Po różach nie ma śladu. Albo ktoś się ze mnie nabija albo naprawdę dzieje się coś ze mną. Ponownie przychodzę do mentora.
-Jego tam nie było.. Ja.. Ja..-usiłuję coś powiedzieć, lecz rośnie mi wielka gula w gardle.
-Spokojnie.-mówi Haymitch i łapie moje dłonie.-Jesteś zmęczona powinnaś odpocząć.
Nie pojmuję co się ze mną dzieje. Wszystko było jawą ale snem. Co się w takim razie działo kiedy wróciłam do pokoju? Siedzę na łóżku koło Peety. Patrzę jak spokojnie śpi. Mój wzrok przechodzi na jego usta po czym kieruje się na nasze złączone ręce. Patrzę na stolik. Dziwna butelka, myślę, podnoszę wieczko i wącham ciecz. Moje serce staje. Nie mogę złapać oddechu, nogi robią się jak z waty, a świat zaczyna wirować.
-Jad.. Os Gończych..-szepczę i odpadam na krzesło, roztrzaskując przy tym fiolkę i budząc Peetę. Nie widzę tych pięknych, błękitnych tęczówek. Widzę czarne źrenice. Tylko to. Jestem ponownie przerażona i po dotyku Effie na moim ramieniu i Haymitcha odciągającego mnie od jego łóżka wiem, że to nie sen.
-Peeta!-krzyczę głośno i przytulam kołdrę pozwalając łzom lecieć.
-Cii.. Spokojnie.-głaszcze mnie Effie.
-Nie Effie! Nie będę spokojna! On znowu mnie nienawidzi! Znowu chce mnie zabić! To znowu ten Peeta z Trzynastki! Nigdy już go nie odzyskam!-szlocham i rzucam poduszką w drzwi.
-Dobrze młoda damo!-zwraca się do mnie Haymitch.-Po pierwsze Peeta dostał zastrzyk z tym całym Jadem aby podbudować jego zdrowie! Po drugie nie przejdzie mu zanim się tam nie pojawisz i nie naprawisz..-zastanawia się nad określeniem.-Jego! Katniss on cię pamięta i robi wszystko aby się opamiętać. Wiesz, że przez to co zrobiłaś zrujnowałaś mu szanse na ponowne odrodzenie myśli?!
-Co zrobiłam?! Co zrobiłam Haymitch?!-krzyczę i wbijam zaszklony wzrok na mentora.-Co?!
-Pokazałaś mu to. Pokazałaś mu, że to wszystko wróciło. Nie myśli już racjonalnie!
-Haymitch, on znowu to dostał! Przecież to..-nagle bierze mnie za nadgarstki. Próbuję się wyrywać ale to nic nie daje.
-Codziennie to dostaje.-szepcze mi aby Effie nie słyszała.
-Ja, nie wiedziałam.-równie cicho szepczę.-Ale po co mu to?
-Musi utrzymywać odporność a jak na razie tylko to mu pomaga. Siedziałaś przy nim w bardzo złym momencie. Dotarło do niego, że prawdopodobnie coś ci zrobił. Jak myślisz jaki będzie jego następny krok?
-Uduszenie mnie?-pytam, a Haymitch patrzy na mnie wilkiem.
-Ja mówię na serio.
-Ja też.-cedzę i wyrywam nadgarstki z uścisku.
-Nie będzie się starał zabić ciebie, lecz siebie.-mówi i wściekły wychodzi z pokoju.
-O czym on mówił kochana.-podaje mi rękę Effie.
-O niczym istotnym Effie.-odpowiadam jej i również z rozkazaniami Haymitcha kieruję się do Peety.
Patrzę się na niego, lecz nie potrafię wyczytać niczego z jego twarzy. Przecież śpi idiotko, myślę, po chwili czuję jak szuka mojej ręki.
-Czy ja ci coś zrobiłem?-pyta tym ciepłym głosem, który tak bardzo dobrze znam.
-Nie kochanie.-mówię z trudem, ponieważ widzę, że moje słowa go bolą. Patrzę się na jego oczy. Widzę w nich ból, rozpacz i nienawiść.- Tylko się przestraszyłam.
-Katniss powiedz mi. Jeżeli cię skrzywdziłem to mi to po prostu powiedz!-krzyczy nagle. Boję się jego wzroku, jego głosu, boję się jego. Teraz gdy ma w sobie to świństwo wiem, że nie mogę liczyć na spokojną rozmowę.
-Nie! Nic mi nie zrobiłeś i nic mi się nie stało! Po prostu się przestraszyłam! Bo.. Bo..-zaczynam się jąkać.
-Bo co Katniss?! Bo może mnie kochasz?! Proszę.-prycha. Jego słowa łamią moje serce na milion kawałków.
-Nienawidzę cię.-cedzę i pozwalam łzom lecieć.-Nienawidzę cię Peeto Mellark.
-----------------
Hej Trybuci!
Przepraszam za tą przerwę. Niestety.. Właściwie Stety xD Były święta i jakoś tak trochę nie miałam czasu i weny, przepraszam :' Dzisiaj rano się troszeczkę rozpisałam i może być trochę plontanina ale mam nadzieję, że wam się spodoba.
Do napisania posta!
~The Tribute
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
-Peeta!-wołam.-Zabiłaś go!
-Nie.. Tylko zraniłam.. A poza tym zginąć na arenie czy tutaj. Bez różnicy.-nie rozumiem jej. Nagle w przedziale pojawia się Haymitch. Widząc obraz rannego Peety od razu bierze się za bandaże.

Przemierzam puste korytarze. Czuję jak powoli moje życie traci sens. Jeżeli oszaleję tak jak Annie najprawdopodobniej będą się musieli mnie pozbyć. Otwieram okno, zastanawiam się czy skoczyć, lecz po chwili odganiam tą myśl od siebie. Muszę zrobić wszystko, aby pomścić Peetę, a także spłacić mój dług wobec niego. Stawiam nogę w przedziale barowym gdzie widzę Haymitcha i Effie. Na mój widok od razu przerywają rozmowę.
-Witaj, Katniss.-mówi Effie.
-Co z nim.-kieruję pytanie do Haymitcha. Mój wyraz twarzy jest obojętny. Teraz chcę tylko zabić Bellę.
-Powinien nie długo wstać na nogi.-widzę, że kłamie.
-Haymitch.-siadam z hukiem przy stole aż Effie podskakuje.-Ja wiem, że to niemożliwe!
-Zapomniał cię!-unosi się po chwili.-Zapomniał wszystkich.
-Słucham?!-krzyczę i walę pięścią w stół.
-Musimy mu stopniowo przypominać wszystko, co się stało. Razem z Effie uznałem, że ty powinnaś mu wszystko powiedzieć.
-Z pewnością będzie cię słuchał Katniss.-mówi Effie i łapie mnie za rękę.
-A jeżeli on już całkowicie zapomniał?-pytam.-Może już nigdy sobie nas nie przypomni?!
-Zawsze jest nadzieja Katniss!-krzyczy Haymitch.
-Mogę go zobaczyć?-pytam Effie. Potwierdza skinieniem głowy. Przechodzę pokoje, przedziały, toalety aż w końcu znajduję. Przedział Szpitalny. Gdy wchodzę widzę tylko Peetę i tylko Peetę.
-Kotna?-woła, a ja się śmieję.
-Kotna, Kotna.-mówię i głaszczę go po blond czuprynie.
-Kim jesteś dla mnie?-pyta, a ja się zastanawiam.
-Nie wiem czy mówiłeś prawdę.-zawieszam się.-Ale mówiłeś, że mnie kochasz i prawdopodobnie byliśmy w związku..
-Małżeńskim?
-Och, nie Peeta, nie..-czerwienieję.
-Czemu się rumienisz?-pyta najwyraźniej trochę zaciekawiony i rozbawiony.
-Ty tak na mnie działasz.-uśmiecham się i daję mu soczystego całusa.-To, co chcesz wiedzieć?
-Wszystko.-odpowiada. Opowiadam mu o Igrzyskach, od początku do końca, o tym jak uratował mnie przed śmiercią z głodu. Mówię też o naszych pocałunkach i innych miłosnych scenach, które łyka od razu. Nie wspominam jednak o minionych dniach. O zaatakowaniu go przez zmiechy i o Gale’u. O oszczerstwach Haymitcha na temat dzieci. Nie chcę, aby ponownie cierpiał.
Lekko podnoszę głowę. Słyszę znajome bicie serca. Otwieram oczy i widzę Peetę. Zdziwiona, że zostałam i zasnęłam wstaję z krzesła, lecz nie wychodzę. Obchodzę łóżko i całuję Peetę. Szkoda tylko, że blondyn się budzi.
-Jesteś piękna Katniss.-mówi i zakłada kosmyk z mojej twarzy za ucho.-Nawet jeżeli cię nie pamiętam to zakochuję się w tobie od początku.
Dopiero teraz zauważam małe ogniki w jego źrenicach. Uśmiecham się pogodnie. Odwracam się za siebie – tam gdzie wbity jest wzrok Peety.
-Gale.-szepczę.
-Kto to?-pyta Peeta, a ja przygryzam wargę. Podchodzę do krzesła na, którym przed chwilą siedziałam. Łapię blondyna za rękę.
-Nikt dla ciebie ważny.-mówię.
-Ale dla ciebie..-urywa.-Możesz iść Katniss.-wbija wzrok w nasze złączone ręce.
-Właśnie, Katniss.-mówi do mnie Gale.-Ja chcę przy nim zostać.
-Nie.-zrywam się.-Nie zostaniesz tu z Peetą.
-Ponieważ?!
-Ponieważ, nie!-krzyczę.-Nie pozwalam ci go słuchać Peeta.
-Dobrze, Katniss.-mówi po chwili. Niezadowolona wychodzę z Sali.
-Jak mogliście Gale’owi tam wejść!-krzyczę na Effie i Haymitcha oraz wpadam wściekła do pokoju. Przyglądam się widokowi za oknem. Czy naprawdę muszę ciągle mieć jakieś problemy? Czemu nie mogę tak po prostu zginąć na arenie? Przypominam sobie radę Haymitcha „Nie dajcie się zabić.” Tyle, że Peeta chciał umrzeć zanim trafił na arenę. Czemu Gale nic nie zrobił? Pewnie wiedział, że Peeta ruszy mi na ratunek. Po chwili napadu postanawiam wziąć prysznic. Odkręcam kurek, a z wielkiego talerze zaczyna lecieć..ciecz. To nie woda.. To krew!
-Pomocy!-wołam.-Peeta!-zaczynam momentalnie wydawać z siebie dziwne jęki. Drzwi od kabiny zatrzaskują się.
-Peeta!-nawołuję bez namysłu. Kabina wypełnia się po brzegi czerwoną cieczą. Poziom natężenia się podnosi. Całościowo przykrywa moje ciało. Głowa wystaje tylko na parę milimetrów. Zamykam oczy.. Czekając na pewną śmierć.

Czuję jak się unoszę. Unoszę się, myślę, za pewne są to bramy niebios. Umieram, kawałek po kawałku. Moje ciało paruje. Umieram.
-----------------------
Hej, ho Trybuci!
Dzisiaj Wigilia <3
Co dostaliście na święta?
Ja trylogię Niezgodnej, Igrzysk Śmierci, bransoletkę z Kosogłosem.. I inne takie fajne rzeczy
Planuję napisać One Shot (Peeta & Katniss xD)
Więc wszystkiego najlepszego i do ponownego napisania przeze mnie posta! xD
~The Tribute
  • awatar cudowny uśmiech: Umiera ? Nie ! :(( Super super rozdzial jak zawsze :) Ja duzo.dostalam np. Telefon,bilet na koncert, 3 czesci ksiaKi igrzysk smierci,kase,slodycze,album 1D,kalendarz violetta, ...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Patrzę na nowo przybyłych. Każdy z nich miał jakieś marzenia.. I chyba już wiem co kryje się w ich głowach. "To ja zabiję Snow'a" Ciekawe tylko jak..Moc Kapitolu jest potężniejsza niż tak małego Dystryktu jak nasza Dwunastka.Widzę przerażone twarze, przypominają mi mnie, dwa lata temu. Biedną Prim wybraną na trybuta. Zastanawiam się nad sensem Igrzysk. Czy kiedykolwiek przyjdzie kres? Co chce przez to osiągnąć Snow? Moje rozmyślania przerywa ręka Peety.
-Gotowa?-pyta,a ja kręcę przecząco głową. Pomimo zaprzeczenia Peeta ciągnie mnie do tłumu ludzi czekających na wyrok. "Pójdę na śmierć? Czy też nie?" Razem z Peetą trzymam się za rękę. Po czym stajemy obok mojej mamy i Prim.
-Dasz radę Katniss.-mówi Prim i łapię ją Gale.Ja podnoszę wzrok.
Specjalnie to robi. Wie,że nie chcę się z nim widzieć. Na scenie pojawia się Effie Trinket. Stuka w mikrofon.
-Witajcie! Pomyślnych Głodowych Igrzysk i niech los zawsze wam sprzyja!-mówi od razu.Tego roku jest cała ubrana w pastelowe kolory.Jej peruka odbija światło słoneczne,które wesoło pada na Dystrykt 12.
-Chciałabym zaprosić na scenę..Peetę Mellarka oraz Katniss Everdeen.-chrząka.My nadal trzymając się za rękę wchodzimy na fundamenty.Effie patrzy się na mnie wzrokiem jakbym miała coś zrobić,a zapomniałam. Patrzę na nią niezrozumiale. Ona wskazuje na wielką kulę z kartkami. Rozumiem. Ja i Peeta mamy wylosować tego rocznych trybutów. Zmieszani podchodzimy do szkła. Losuję.
Peeta nawołuje dziewczynę.
-Gale Hawthorne..-urywam.
Z lekko rozchylonymi ustami patrzę na Peetę.Dociera do mnie,że będę musiała zabić własnego przyjaciela. W pewnym momencie mam zamiar krzyknąć "Zgłaszam się na Trybuta!", ale powtarzam sobie,że i tak tkwię w Igrzyskach.
-Dziękuję ci Katniss.-Effie łapie mnie za plecy i sprowadza na dół.

-To było ustawione Peeta!-krzyczę w domu.
-Katniss,Katniss.-łapie mnie za ręce.
-Ustawione! Tylko po to żeby zabić Gale'a! Ustawione.-szarpię się.
-Kartniss!-krzyczy nagle.-Miał 43 wpisy..Przecież to mogło być oczywiste,że w końcu zostanie wylosowany.
Uspokajam się.
-On umrze.-przytulam się do chłopaka i ciężko oddycham.
-Musimy iść.-mówi po chwili. Teraz mam mętlik w głowie. Kogo przytrzymać przy życiu? Peetę czy Gale'a.

Siedzimy przy stole wszyscy. Effie,Haymitch,Ja,Peeta oraz dwójka Trybutów.
-Więc.-odzywa się Haymitch.-Jak pewnie wiecie, Peeta i Katniss mają pokój razem. Gale ty masz tam na końcu korytarza. Bella twój jest tuż obok jadalni. Peeta,Katniss.-zwraca się do nas.-zostańcie na chwilę.
Wy jesteście wolni.
-Mam nadzieję,że pogodziłaś się z tym,że Gale jedzie na Igrzyska,skarbie.-chwilę patrzę się na Haymitcha kulawym wzrokiem.
-Posłuchajcie.Specjalnie macie pokój razem bo już wiem o waszych koszmarach. Oczywiście będę musiał przygotowywać Bellę i Gale'a więc wasza dwójka będzie pod moim okiem dopiero wieczorami.Czyli resztę dnia macie jakby wolną.-mówi i wychodzi z pomieszczenia. Nadal nie radzę sobie z myślą,że Gale może być na Igrzyskach. Przeraża mnie to,że jest tu też Peeta,a na arenie nie ma żadnych zasad. Mam nadzieję,że żaden z nich nie będzie za wszelką cenę zabić drugiego. To byłoby szczeniackie gdyby walczyli na śmierć i życie za mnie.
-Wiesz co mnie przeraża?-pytam po chwili.-Wizja,że mogę stracić was obu.

Układam głowę na torsie Peety. Mam już dość Igrzysk. Snow co roku wymyśla nowe zasady dotyczące trybutów co pewnie męczy każdego.
-Peeta.-wołam cicho.-A gdybyśmy tak po prostu uciekli?
-Złapaliby nas.
-Ale..Do Trzynastki.
-Trzynastki już nie ma kochanie.-mówi i całuje mnie w czoło.
-Ale,Peeta przecież Bonnie i Twill tam dotarły.
-Skąd możesz to wiedzieć.-przykrywa się kołdrą.
-No bo..-sama właściwie nie wiem.Może Bonnie i Twill zostały zabrane przez Kapitol?
-Idź spać Katniss.-zamyka oczy.
-Nie muszę, w końcu tylko Gale i Bella mają treningi.
-Alle sen działa odświeżająco na skórę. Stajesz się z dnia na dzień piękniejsza.
Czekam aż Peeta zapadnie w głęboki sen i wychodzę na balkon.
-Masz koszmary.-słyszę nagle.
-Nie.-odpowiadam.
-Wiesz co.Nie boję się Igrzysk.
-Jesteśmy z tego samego Dystryktu Gale.
-To ma znaczenie?
-Jest nasz czwórka z jednego Dystryktu. Nie wiem po co było u nas losowanie skoro jest już dwójka trybutów.-mówię,a w przedziale pojawia się Bella i Peeta. Ponownie widzę ten sam ból co w oczach Gale'a. Ponownie go skrzywdziłam? Nie, przecież to non sens.
-Bella.-mówię ze sztucznym uśmiechem.-Chciałabym cię poznać.
-Posłuchaj.-podchodzi do mnie ze zgrozą w oczach.-Nie wiem w co grasz ale przestań. Przecież widzę co robisz.-oddycha z pogardą.-Mam gdzieś te wasze Igrzyska! Chcę tylko wrócić do domu!-krzyczy i chwyta za nóż ze stołu. Ja bez nadziei szukam łuku. Dziewczyna łapie szybko za broń i szybko podbiega z nim do mnie. Nie zdąża poderżnąć mi gardła. Peeta mnie osłania.
----------------------
Czy Peeta przeżyje atak nożem?
Do czego dojdzie na arenie?
Tego się przekonacie w następnych rozdziałach,które będą już na Igrzyskach!
Wiem..Jakoś..Słabiej piszę niż kiedyś..
~The Tribute
 

 
Moje pierwsze polecenie - Rekord Bejbeśki
Polecam blog www.jorgistasforever11.pinger.pl
Super dziewczyna - Julia (I tak będę na ciebie mówić Bejbe xD)
Polecam, bardzo,bardzo gorąco



~The Tribute
  • awatar ~ Violetta Live ~: Wpadnę.;) Hahahahah.XD
  • awatar Gość: http://violettaaa.opki.pinger.pl/m/22913832 Ja chciałabym ale wiesz zobacz komy to ja zozoll:)
  • awatar Gość: @cudowny uśmiech: Ale masz szczęście!!!:*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Gdy budzę się rano po mojej prawej stronie leży słodko śpiący Peeta. Obawiam się,że nie miał zbyt dobrej nocy przez nawałnicę moich jak i jego koszmarów. Wybrałam się na Ćwiek. Chociaż wiem,że roi się tam od Strażników Pokoju nie daję za wygraną. Wchodzę do środka. Przekonana,że zobaczę tam pełno ludzi handlujących wszelkimi owocami i produktami, widzę pustkę. Nikogo, żadnej żywej duszy w okół mnie. Słyszę za to melodyjną pieśń Rue. Odwracam się momentalnie i ruszam do źródła. To Kosogłosy śpiewają. Musiały ją gdzieś usłyszeć ; lecz gdzie?. Prezydent Snow wyraźnie zabronił rozmawiania czy przypominania o minionych igrzyskach, w których sprowokowałam ludzi do buntu, wyjmując jagody. Boję się,że Strażnicy Pokoju wywnioskują,że to ja rozpowszechniam melodię.Myliłam się.. Przechodzę obok nich bez żadnych pretensji. Idę do lasu ; do Gale'a.
Muszę z nim porozmawiać.. O dzieciach ; o Peecie ; o Prim.. O moich problemach.
Siedzę na pniu..przypominają mi się Igrzyska, gdzie arena była zegarem..Gdzie pierwszy raz, szczerze i z uczuciem pocałowałam Peetę.. Gdzie ostatni raz widziałam Johannę,Beetee,Finnicka i Wires.
-Co tam Kotna?-pyta nagle Gale.
-Nic..Poza tym,że Haymitch uznał,że bylibyśmy wspaniałą rodzinką.
-Kto ty i Peeta?-pyta. Widzę w jego oczach ból.Nie wiem czym jest spowodowany ale jest zbyt potężny aby było go stać na jakikolwiek uśmiech.
-Nie..Ty i Ja.-mówię,a Gale odwraca się do mnie i namiętnie całuje.
Właśnie stało się to czego tak bardzo chciałam uniknąć..W pewnym stopniu zdradziłam miłość swojego życia..Znowu..
-Gale..Nie.-mówię wkrótce.
-Tak Katniss..Ja nie jestem trybutem..Możemy żyć normalnie..
-Ja nie mogę..-mówię i uciekam z pnia.
Gdy siedzę w salonie Peeta ogląda spot 76 Głodowych Igrzysk.
-Jak myślisz..Zjedzą nas?-pyta, a ja wybucham sztucznym śmiechem. Peeta patrzy na mnie niezrozumiale.-Ja się pytam na serio.
-Wiem.-odchrząkuję.-Peeta..Chyba..Dzisiaj dam radę sama przezwyciężyć koszmary..-mówię z trudem i choć sama w to nie wierzę nie potrafię spojrzeć Peecie w oczy.
-Czemu?-pyta.
-Chcę nauczyć to przezwyciężyć.-odpowiadam.Nie wierzę,że mi się to uda. Nie ma za grosz szansy,że wytrzymam bez Peety choć jedną noc.
-Katniss..Chodź tu..-mówi, a ja niechętnie podchodzę.Boję się jego dotyku.Sama nie wiem czemu.Czuję jakbym..Jakbym go już zraniła i nie chciała skrzywdzić jeszcze raz.
-Nie wiem Peeta..Może..-nie wiem jakiego argumentu chciałam użyć aby nie usiąść obok ukochanego.Moje ręce topiły się w pocie.
-Kochasz mnie.Prawda czy fałsz?-szepcze mi na ucho. Mi się przypominają igrzyska,które spędziliśmy w jaskini.. Wszystko co się tam działo.. Jak ja mogłam tak zranić Peetę? Niby to nic..Pocałunek..Nie był normalny, ale całowaliśmy się po tym kiedy powiedziałam o rodzinie.. To oznacza,że Gale uznał,że chce mieć dzieci TU i TERAZ nie zważając na moją decyzję.
-P.P.Prawda..-Jąkam się i nie spuszczam wzroku z czerwonego aksamitu,którym posłana jest kanapa.
-Katniss? Coś się stało,skarbie.-mówi i podnosi mój podbródek, zmuszając mnie przy tym do spojrzenia w jego oczy. Piękny błękit rozpływa mi się wzrokiem. To nie jego piękno..To moje łzy.
-Co się stało?-pyta i przytula mnie do siebie.
-Peeta, ja..Bardzo cię przepraszam, bardzo cię kocham.-zaczynam szlochać-Ale zrobiłam coś czego nie powinnam.Nie sądzę,że jesteś w stanie mi wybaczyć.Przepraszam.-mówię i wychodzę na balkon, na górze.
-Katniss..-słyszę nagle.-Lepiej powiedz mi teraz niż na arenie.
-Gale mnie całował,a ja nie stawiałam oporu..-zamykam oczy.Wyobrażam sobie jak Peeta uderza mnie w policzek.
-To chciałaś mi powiedzieć?-pyta.
-Tak.-odpowiadam szybko.
-Nie jestem zły na ciebie..-chwyta mnie za ręce.
-Nie?
-Nie.-mówi,a ja wznoszę się aby go pocałować.

(*GIF*)



-Nawet nie wiesz jak mi ulżyło.-mówię.
-Nienawidzę Gale'a.-chrypie po chwili.Wzdycham.-Nie chciałabyś się z nim wiązać..prawda?
-Pewnie,żebym chciała.-odpowiadam, a blondyn wbija wzrok w podłogę.-Gdybym nie poznała ciebie.

Już jutro jedziemy z Peetą i ludźmi wylosowanymi do Kapitolu.
Co dziwne tęsknie za Octavią,Veniią i Flaviusem. Sądzę,że będą zachwyceni przemianą mego warkocza. Gdy wstaję nie widzę Peety. No tak..Przecież chciałam spać sama.Co dziwne nie miałam koszmarów związanych z utratą ukochanego - Peety.
-Katniss..Kochanie..-Słyszę nagle szept.
-Peeta.-Odpowiadam szeptem.
-Śnił mi się koszmar..Dożynki..-mówi.-Straciłem cię.
---------------------------
Hey Trybuci!
Oto 3 rozdział przygód ;3
Już w następnych pojawi się krwawa jatka na Głodowych Igrzyskach
Następny rozdział dziś późno lub jutro
~The Tribute
 

 
Lekko podnoszę głowę z ciała Peety.
-Noc bez koszmarów.-mówi,a ja cieszę się w duchu,że odzyskał swój wcześniejszy sposób bytu.
-Teraz możesz mi wszystko opowiedzieć.-kładę rękę na jego torsie.
-Zaczęło się od tego,że rano wyszedłem do Haymitcha aby zapytać go o szczegóły w związku z byciem mentorem..Bo w końcu nimi będziemy.Niestety nie wiem skąd na ulicach zjawili się Strażnicy Pokoju.Chciałem się schować ale wymierzyli we mnie. Mówili,że mają jakieś polecenia od Prezydenta Snow'a.-mówi patrząc w sufit i głaszcząc mnie po ramieniu.-Spytałem jaki,a oni po prostu uderzyli mnie w tył głowy.
-Od tego masz te rany na policzku?-pytam i miziam go po twarzy.
-Nie, dostałem nożem.
-To wszystko z polecenia Snow'a?
-Nie sądzę. Pewnie zrobili to z zazdrości.Albo po prostu mieli chęć zabicia mnie.
-Pamiętasz..Jak kiedyś..Na plaży..Na 75 igrzyskach..Powiedziałeś,że nikt cię nie potrzebuje?-pytam i wstaję z łóżka.-Powiedziałam ci,że ja cię potrzebuję. Wiesz co by było gdybyś już nie wrócił?-Peeta patrzy na mnie zdezorientowany- Kapitol i reszta dystryktów..Poznali by jak to jest poznać prawdziwe oblicze Kosogłosa..-dodaję i wychodzę z sypialni. Ubieram się i bez słowa wychodzę do mamy i Prim.
Ohydctwo..Powszechnie zwane kotem wpatruje we mnie swe ślepia od parunastu minut. Mam ochotę przydzwonić mu tak mocno jak Peecie. Nagle na moich kolanach pojawia się Primrose. Przez chwilę wydaje się być nieobecna.
-Prim?-wołam.
-On umiera..-mówi pusto.
-Kto Kaczuszko?-pytam zmartwiona. Prim jeszcze nigdy nie miewała takich scenariuszy związanych ze śmiercią. Czy powodem są tego roczne dożynki?
-Jaskier.-mówi,a mi spada kamień z serca.-Wszsycy..-mówi po chwili,a ja zamieram.
-O czym ty mówisz skarbie?-pytam wstrząśnięta.
-Każdy z was będzie musiał wrócić na arenę,Katniss..Już was do tego przygotowywują.-wskazuje na Strażników Pokoju.
-Uważasz,że chcą nas tym obezwładnić?
-Po tym jak wyciągnęłaś jagody i uratowałaś was oboje, Snow się nie źle wkurzył.-nagle w kuchni pojawia się Haymitch.
-Kaczorku, idź do pokoju proszę.-mówię a Prim zamiast do pokoju ucieka do mamy.
-Co tu robisz?-mówię nie przyjemnym tonem.
-A ty? Nie powinnaś być w domu?-odpowiada pytaniem na pytanie.
-Tu jest mój dom.
-Widzę problemy w związku.-mówi, a ja wytrącam mu jabłko z rąk.
-Przestań Haymitch! Przestań!-krzyczę,a on odgarnia mi moje blond kosmyki.Tak,przefarbowano mój brązowy,lekko kasztanowy warkocz na blond i dorobiono grzywkę. Tylko po to aby unikać mego wizerunku wobec rebelii.
-Nie uciekniesz od Peety..-mówi zataczając kółka na jabłku,które przed chwilą podniósł.
-Czemu miałabym uciekać?
-Bo nie kochasz Peety tak bardzo jak on ciebie.
-Nawet nie wiesz, ile zawdzięczam temu,że umiem cię wysłuchiwać.
I wiesz co? Tak bardzo nie kocham Peety,że aż jestem z nim w ciąży.
-Łżesz.-odpowiada po minucie.
-Nie. Tym razem nie jest to plan ani twój, ani Kaptolu..Czemu miałabym kłamać?-pytam i opieram ręką o stół.
-Spytaj..Się..Peety..-Odpowiadam z przerwami na oddech. Haymitch podnosi słuchawkę telefonu,a ja wybucham.-Dobrze,dobrze! Nie jestem w ciąży!
-Wiedziałem.-pluje mi w twarz.-Taka jesteś odważna dziewczyno igrająca z ogniem? Nigdy nie będziesz miała dzieci.
-Bo?!-krzyczę.
-Bo jesteś tchórzem,a poza tym nie chcesz ich.-Co do tego drugiego owszem, ma rację. Lecz mam parę argumentów,którymi ratuję swoją sytuację.
-Ja i Peeta jesteśmy trybutami. Gdybyśmy mieli dzieci, co roku na dożynkach były by wybierane.Pomyśl logicznie Haymitch.
-Ty i Peeta.. Myślałem o Gale'u.-mówi i wreszcie gryzie owoc.
-Że co proszę?!.-wybucham.
-Wasze dzieci byłyby bezpieczne.
-Nie zdradziłabym Peety..-mówię szeptem.
-Co?-pyta Haymitch.
-Nie zdradziłabym Peety!-krzyczę.
-Przecież nie jesteście jak ty to nazywasz.."Związku".-prycha.
-Ale..-zawieszam głos.
-Ale co Katniss? Nie widzisz,że to,że jesteś z trybutem krzyżuje ci plany na przyszłość?
-Ta rozmowa dobiegła końca Haymitch.-mówię i wychodzę.
Siadam na kanapie i rozmyślam. Czy Haymitch ma słuszność?
Czy dzieci moje i Gale'a byłyby tu bezpieczne? Oczywiście,że nie..Głodówka,oziębienie..dożynki.Dystrykt 12 ~ Tu możesz spokojnie umrzeć z głodu.Słyszę na schodach ciężki krok Peety.
-Miałeś zostać w łóżku.-mówię szorstko i poważnie.
-Przemyślałem to co mówiłaś rano.-ignoruje moje polecenia.Dopiero teraz widzę,że kuleje.-Nadal nie wiem za co jesteś zła.
-Haymitch powiedział,że jestem tchórzem i nie chcę mieć z tobą dzieci.-odwracam wzrok od spojrzenia Peety.
-Nie chcesz..-urywa.-Nie chcesz tkwić tu ze mną..Sądzę,że najchętniej wybiegłabyś teraz, weszła do lasu, znalazła Gale'a i po prostu odeszła.
-Peeta.Co ty wygadujesz.-oburzam się.-Las jest moim drugim domem ale nigdy bym cię nie opuściła.
-Tylko dlatego,że zaatakowały mnie zmiechy.-mówi i patrzy się w pustą przestrzeń przed sobą.
-Nie mówiłeś nic o zmiechach!
-Nie miałem czasu..Przecież uciekłaś.-mówi z goryczą.-Wiesz jaka jest prawda?-przecząco kiwam głową.-Ty tylko odgrywasz swoją rolę..Najwyraźniej nasz los nam nie sprzyja.-mówi.
-O czym ty mówisz Peeta?-pytam.
-Ty odgrywasz,że mnie kochasz.
-Peeta..Przeżyliśmy razem tyle.Pocałunki,wyznania..Byłeś ze mną podczas koszmarów..Jak możesz wątpić w to czy cię kocham Peeta?
-Nie wiem..Może wątpię w twoje uczucia bo ty wątpisz we mnie?-mówi po czym siada na krześle na przeciwko mnie.
-Ta rozmowa nie ma sensu.-mówię.
-Zapomnij.-odpowiada i bierze łyk wody. Musimy ją oszczędzać po tym jak wylałam cały baniak u Haymitcha.
-Będziemy się tak szorstko traktować już zawsze?
-Nie, bo nasze dzieci wyczują złą atmosferę.-mówi i uśmiecha się do mnie.

(*GIF*)


-----------------------------
Hey Trybuci! Mam nadzieję,że nie czekaliście długo
Oto drugi rozdział przygód Peety i Katniss.. Jak na razie tylko ich.
Każda akcja musi się stopniowo rozkręcać więc nie zniechęcajcie się od razu, proszę..
~The Tribute
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Budzę się w środku nocy. Zaczynam ciężko oddychać i miotam się we wszystkie strony.
-Peeta!-wrzeszczę.-Peeta!
Mój organizm jest na skraju wyczerpania, a bez bliskości Peety nie poradzę sobie z moimi koszmarami. Moje nawoływania nie brzmią już krzykiem, przypominają szloch.
-Peeta.. Gdzie jesteś..-Moje powieki same się zamykają.Bez braku poczucia chłopca z chlebem obok siebie zasypiam.
Dzisiaj niedziela,myślę,zakładam na siebie skórzaną kurtkę ojca,którą wyniosłam z rodzinnego domu z Wioski Zwycięzców.
Gdy schodzę na dół z całym ekwipunkiem, niepokoi mnie dziwna cisza. Peeta nigdy nie wychodził bez powiadomienia mnie..
Nagle coś stuka w okno. Lekko naciągam cięciwę i wyszukuję wroga.
Znajduję tylko marne butelki Haymitcha.. Haymitch! To tam może być rozwianie moich wątpliwości..
Gdy wchodzę do pomieszczenia od razu wita mnie uśmiechnięta Hazelle.
-Nie było tu Peety?-pytam a matka Gale'a kręci przecząco głową.-W takim razie Hazelle, gdzie Haymitch?
-Jak myślisz..Pewnie,że leży na górze.Ostatnio ma straszne bóle głowy.-dziękuję Hazelle i kieruję się po schodach.
-Czego chcesz?!-wybucha już przy lekkim skrzypieniu drzwi.
-Dzień Dobry Haymitch.-uśmiecham się półgębkiem.
-Och, to ty. Czego przylazłaś?-łapie się za głowę i przewraca na lewy bok.
-Szukam Peety.. I idę.. Za siatkę.
-Niebezpiecznie tam,skarbie.-mówi i zmusza się do spojrzenia na mnie.
-To nie mój pierwszy raz. Poza tym idę tam z Galem.
-I uważasz,że to sprawiedliwe wobec twojego narzeczonego?-chrząka.
-Nie jest moim narzeczonym.-mówię.Haymitch otwiera usta do skarcenia mnie gdy nagle na dole słychać głośny i przeraźliwy pisk Hazelle.
-Co to?-pytam.
-Pewnie jej coś spadło..Czy coś.-Haymitch momentalnie zasnął.
Nie pewnym krokiem schodzę na dół.Trzymam w ręce Łuk ze strzałą na cięciwie. Spokojnie przemierzam drogę gdy na dole widzę coś czego nikt o zdrowych zmysłach nie chciał by zobaczyć. Cały dolny poziom mieszkania unosił się w płomieniach. Kolejna pasująca ironia "Katniss, dziewczyna igrająca z ogniem". Każdy z otoczenia ma już pod dziurki w nosie tego sformułowania.Jestem prawie pewna,że byli tu Strażnicy Pokoju.
Postanawiam ugasić ogień. Sięgam po baniak stojący w prawym rogu. Jednym ruchem czyszczę płomienie.Nie powiadamiając Haymitcha i wiedząc,że Hazelle powróciła do domu,kieruję się do lasu na spotkanie z Galem.
-Pewnie cię zostawił.-mówi po chwili.
-Czemu tak sądzisz?-pytam i skubię gżegżółkę.
-Bo to nędzny piekarz.Nic nie wart.
-Nie waż się tak o nim mówić!-chwytam nóż i celuję w gardło Gale'a.
-Panienko co wygrała Głodowe Igrzyska uspokój się! Już nie jesteś na arenie!-krzyczy i płoszy wszelką zwierzynę.
-Naprawdę? Nie wolno ci obrażać Peety. Kocham go bezgranicznie i pogódź się z tym!-odchodzę żwawym krokiem.W sumie sama nie wiem czy słusznie postąpiłam. Czemu tak bronię Peety,który po prostu opuszcza mnie chociaż wie,że bez niego moje koszmary się nasilają?
Czemu powiedziałam Gale'owi,że kocham Peetę? Może naprawdę tak jest.
Gdy przechodzę przez ogrodzenie od razu wyłapuję Strażników Pokoju. Chodzą wszędzie. Na Ćwieku,Placu Sprawiedliwości, starym domu mojego i rodziny. Ten widok mnie przeraża gdy uświadamiam sobie,że nie widziałam mojego ukochanego już ponad sześć godzin.
Wchodzę do naszego domu w Wiosce Zwycięzców z nadzieją,że zobaczę Peetę siedzącego na kanapie. Moja nadzieja jest błędna. Peeta nie wrócił..Moje ciało przeszywa lęk. A jeżeli on nie wróci?
Co mu się stało? Już nigdy go nie zobaczę? Czemu mi tak źle?
Przeżyliśmy razem tyle na arenie.. Już od ponad dwóch lat stajemy się mentorami lecz jak na razie tylko Haymitch Abenarthy może być mentorem bo jest już pełno letni.
Siedzę skulona w kłębek pod ścianą. W głowie mam swoje słowa wypowiedziane do Gale'a. Czy mogłam go tym zranić? Słyszę głośny huk na schodach. Strażnicy Pokoju,myślę,lecz słyszę znajomy głos.
-Peeta.-szepczę i udaję się do drzwi.-Peeta..Co oni ci zrobili.
Lekko przemywam rany chłopaka.Cicho pojękuje.
-Co się stało?-pytam po chwili,lecz jest tak roztrzęsiony,że nie może wypowiedzieć żadnego słowa.-Gdzie byłeś Peeta?
Chłopak pomimo drgawek wskazuje za Strażników Pokoju za oknem.
-Oni ci to zrobili?-pytam ponownie a Peeta lekko przytakuje.
Wstrząśnięta wyglądem i zachowaniem ukochanego ranię kilka łez.
On zasmucony przyciąga mnie do siebie i całuje z uczuciem.



-Peeta..-Moja twarz ocieka łzami.Czuję się teraz jakbym ponownie patrzyła na jego twarz podczas igrzysk.-Nie rób tak więcej.
Peeta nie odpowiada tylko przytula mnie do siebie.
-Kocham cię..-szepczę.
------------------------
Co sądzicie?
Może się nada..
Obiecuję,że w następnych będzie więcej akcji
Do następnego <3
~The Tribute
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Jestem ponownie sobą zawiedziona bo nie potrafię utrzymać bloga w należytym porządku. Ponownie się zakochalam, dlatego blog zmienia tematykę na HG. Przepraszam lecz moj pasjonujący sen po paru dniach okazał mi się zbyt nudny i leniwy jak pingerowiczow - poszukiwaczy piekielnych i romantycznych historii. Chcę wan przekazać całe moje emocje po przeczytaniu trylogii. Dlatego też napiszę swoją wersję Głodowych Igrzysk. Jezeli kogoś nie intersuje ta tematyka to proszę wyjsć i nie hejtowac.
Jak na razie muszę jeszcze obmyślić plan działania a jak narazie żegnam sie z wami tą o to nowiną.
~The Tribute
  • awatar cudowny uśmiech: Na pewno będę wpadać ! Kocham ten film i bardzo chciałabym dostać książki <3
  • awatar bettertomorrow #ßM: Super blog :) Zapraszam do mnie, możesz skomentować mój najnowszy post ? A może obserwacja za obserwację ? :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Powiem tylko
Tyle,że ta historia nie będzie taka jaką spotykacie najcześciej..
Jak to powiedziała S.Collins "To nie jest książka dla dzieci. To historia dla młodych dorosłych."
Dla mnie i Dla was powinna to
być wspaniała przygoda pełna wrażeń.. Nie mowię od razu ze wam sie spodoba.. Nie liczę tez ba pochwały juz na początku.
Chce tylko was zadowolić moją wyobraźnią.
Widzimy się już nie długo.
~The Tribute